O klekotkach, sikaniu i dziewiczych jajkach
W mojej rodzinnej miejscowości, gdy zbliżały się Święta Wielkanocne, chłopcy o niczym innym w kółko nie gadali, jak o klekotkach, planie sikania, no i o dziewiczych jajkach. Ponieważ nie wszyscy P.T. Czytelnicy są etnografami i folklorystami i nie znają gwary śląskiej, której także nie uznaje przecież prezydent, wyjaśnię że klekotki to kołatki; zaś ustalenie „planu sikania” znaczy tyle, co dokładne skalkulowanie, które panny z najbliższego sąsiedniego otoczenia wsi wymagają szczególnego oblania wodą w drugi dzień Święta Wielkanocnego.
Otwarcie bardzo bogatego śląskiego kalendarza tradycyjnych zwyczajów i obrzędów zaczyna się od topienia w rzekach marzanny i marzołka w pierwszym dniu wiosny. Kobiety wraz z dziećmi podpalają i wrzucają do rzeki wystrojone w godowe falbany damskie kukły i sylwety koślawych marzołków z obrzyganymi krawatami wierząc, że wypędzą w ten sposób najbardziej dokuczliwą „chorobę” męską – alkoholizm. Ale przede wszystkim zima się skończy!
No a klekotki zawsze majstrowali nam w okresie zimowym nasi dziadkowie. Kto miał tak zwany knyf rzemieślniczy, ten sporządzał zmyślejszą kołatkę – obowiązkowo ze skórzaną rękojeścią i dodatkowo wyrzeźbionym znakiem zodiaku. Z tymi klekotkami w Wielki Piątek i w blady świt w Wielką Sobotę parafialni starsi chłopcy kilkakrotnie okrążali, głośno kołacząc, kościół. Następnie w ordynku poszliśmy pod nasz szpital. Czekały już na nas z naręczami świeżutkiego ciasta siostry franciszkanki opiekujące się chorymi. Klekotaliśmy bardzo krótko pod oknami pacjentów, przypominając chorym o tajemnicach Wielkiego Tygodnia.
Wielkanoc dla takich łobuzów jak ja kończyła się na opróżnieniu gniazdek z cukierkami ukrytymi przez rodziców w ogrodzie, zajączkami, kogucikami z lukru i kolorowymi jajeczkami. Dostawaliśmy od rodziców, babć i ciotek kroszonki, pisanki i wycinanki. – Pisanki zawdzięczają swą nazwę temu, że Matka Boska ofiarowała je Piłatowi, by cofnął wyrok na Chrystusa – mówiła babcia. Po rodzinnym świętowaniu w drugi dzień Wielkanocy mogliśmy wreszcie pohasać po wsi po z góry upatrzonych domach, w których mieszkały niezamężne panie. Każda panna oblana „od stóp do głów” źródlaną wodą miała szanse wyjść za mąż w bieżącym roku. Po śląsku się mówi „była obsikana wodą”. Chłopak za obsikanie niezamężnej dostawał zawsze minimum sześć jajek. Za obsikanie babci dwa jajka, cioci trzy jajka, ale sąsiadki oblane dawały już tylko jedno jajko. Raz z tego sikania przyniosłem do domu kopę jaj. Na raz zjadłem ich 12, po czym długo męczyło mnie zatwardzenie.
Dopiero podczas trzeciego święta Wielkanocnego (w czasach mego dzieciństwa było takowe) pozwolono kobietom lać wodą mężczyzn. Tłumaczono to tak: „Żeby uciszyć rozgłaszane po Ziemi Świętej powiastki o Zmartwychwstaniu Chrystusa, plotkujące o tym zdarzeniu zaczęto oblewać wodą”. Zatem do końca moich dni nie pozwolę się oblewać wodą przez kobiety w Poniedziałek Wielkanocny, lecz dopiero w następny dzień.
Engelbert Miś





Komentarze
O klekotkach, sikaniu i dziewiczych jajkach — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>