Żurek, baby i mazurki
Krzątanina w miejscu życia w czasie przedświątecznym i sięganie pamięcią, jak to było w domu rodzinnym, to piękny czas bliskości i kultywowania polskiej tradycji. Tak się właśnie teraz czuję. Te dwa tygodnie przed i „wielki tydzień” od lat zapisują się się pracą w przygotowywaniu domu, a myśli skupiają się na sensie nieustannego przemijania…
Mąż mnie wspiera w swojej codzienności i wręcz pilnuje, aby poszczególne elementy obyczaju, głównie w kulinariach znalazły się na wielkanocnym stole. My tutaj na Dolnym Śląsku jesteśmy potomkami powojennej wieży Babel z dominacją kresowej obyczajowości II Najjaśniejszej. I tak jest również w naszym domu.
Przygotowania i sporządzanie samemu pokarmów to zwyczaj, rytuał rodzinny. Nie kupujemy gotowych produktów, a sami je przyrządzamy. Mówimy, że inaczej smakują, po prostu po naszemu. Trzeba zrobić pasztet – to domena mojego męża. Zazwyczaj dwa razy do roku, na każde ważne święta: na Wielkanoc i na Boże Narodzenie. Wieprzowina, wołowina, drób, dziczyzna, wątróbka. Mięsa gotowane w jarzynach z licznymi przyprawami, namoczone w bułce pszennej i trzykrotnie przepuszczone przez maszynkę. Następnie do foremek i do pieczenia na godzinę. Do pasztetu własna ćwikła z buraków i chrzanu. W moim rodzinnym domu u Dziadków, w czasach słusznie minionych, Tato wcześniej załatwiał wędliny – kiełbasy i szynkę, które suszyły się dosłownie na kiju od szczotki „ za szafą”. Kiedy wchodziło się do mieszkania zapach wędzonki łaskotał nozdrza. To jedno ze wspomnień mojego dzieciństwa. Dzisiaj mąż kupuje wędliny u znajomego myśliwego i suszą się też na kiju, ale w kuchni.
Mąż do wielkanocnego menu wniósł jajka faszerowane z natką pietruszki. I tak od lat sam dzielnie je przyrządza. Ja zaś jestem odpowiedzialna za przepisy dotyczące mięs pieczonych, białej kiełbasy i żurku, który króluje podczas niedzielnego obiadu Wielkiej Nocy. Ciasta: sernik, baby drożdżową i paskową, dwa pischingery kakaowy i kajmakowy wspólnie we dwoje robimy do późnej, czwartkowej nocy. Teściowa moja piekła wspaniały migdałowy mazurek z mielonymi włoskimi orzechami i czekoladową, gorzką polewą. Muszę z całą odpowiedzialnością po latach stwierdzić, że powtórka tego smaku jest trudna, chociaż mazurek znika, jako pierwszy z naszego stołu. Zawsze towarzyszy mu mała czarna. Z napoi, który utkwił mnie i mojemu mężowi w pamięci, to robiony przez naszych Rodziców podpiwek. Był wyjątkowo smaczny i gasił pragnienie. Robiło się go po kilkanaście butelek, które szczególnie nocą „wybuchały” z powodu nadmiaru naturalnego gazu. Śmiechu było co nie miara. Dojrzali Polacy zapewne go pamiętają, napój z jęczmienia, kupowany w opakowaniach w małych, prostokątnych pudełeczkach i rozrabiany wraz z drożdżami itd. itd.
Świętować rozpoczynamy, jeszcze na roboczo, w wielki piątek w „wielki post” – w polskich domach różnie rozumiany. My nie jemy mięsa. Królują śledzie w dwóch wersjach. Kiedyś kupowałam z beczki solone, musiały być dwa z mleczem i dwa z ikrą. Robiło się na dwa dni przed, własną zalewę w occie z liśćmi laurowymi, zielem angielskim oraz dużą ilością cebuli. Mój Tato do bezpośredniej konsumpcji z jabłkiem i śmietaną, ja z kiszonym lub konserwowym ogórkiem, koperkiem i w oleju. Do śledzi oczywiście jarzynowa sałatka lub ziemniaki gotowane prosto z wody. Pycha.
Wielka sobota i święconka czyli koszyczek obfitości symbolicznej. Zawsze u nas jajka ugotowane w łuskach cebuli, baranek z cukru lub z ciasta, kawałek suszonej kiełbasy, kromka chleba, sól, chrzan, mała babeczka. Koszyczek przystrojony zielonym mirtem i białymi serwetkami z dużą ilością kolorowych kokard. W czasach panieńskich to mnie przypadał zaszczyt bycia w kościele na świeceniu pokarmów. Pamiętam, że przeznaczaliśmy dwa jajka dla osób ubogich. Ministranci zbierali je w duże kosze i następnie roznosili po biednych domach. Obecność oraz modlitwa przy grobie Chrystusa rokrocznie należała do koniecznych. Ocena kompozycji tego miejsca, ilości przepięknych hortensji należy nadal do sobotniego rytuału Świąt. Dzisiaj mąż wraz z sąsiadem od lat umawiają się na konkretną godzinę i świecą w kościele parafialnym symboliczne pokarmy. Powrót ze święcenia oznacza koniec ścisłego postu.
I clou Wielkanocy śniadanie. W gronie najbliższych zasiadamy do stołu przystrojonego w symbole wiosny i odrodzenia życia. Składamy nawzajem życzenia zdrowia, radości i bycia razem, i w tym momencie na naszych talerzach pojawiają się z koszyczka święcone pokarmy. Rozpoczynamy biesiadowanie. Wjeżdżają jajka, wędliny, pasztet i sałatki. Smakujemy wspominając, tych, którzy już odeszli i jak to u nas drzewiej bywało. Aby przerwać spożywanie nadmiaru kalorii obowiązkowy koło południa spacer.
Szukanie objawów wiosny i tutaj w zależności od pogody – zimna, chłodu czy ciepłego powiewu wiatru oraz świecącego słońca. Jak będzie tym razem zobaczymy.
Pora obiadu i słynny gorący żurek z białą kiełbasą. W tygodniu przed, w dobrze prosperującym „warzywniaku” kupujemy zakwas w butelce. W wielkanocną niedzielę przed podaniem doprawiamy żurek zakwasem i w zależności od smaku boczkiem, majerankiem, chrzanem, solą i pierzem. Wrzucamy surową, białą kiełbasę i doprowadzamy do wrzenia. Gorący podajemy biesiadnikom. Danie to jest słynne nawet w dalekich nam kontynentach, jako przysmak z Polski. Następnie serwujemy różne pieczone mięsa, w tym kaczkę francuską w asyście klusek śląskich i modrej kapusty zrobionej na kwaśno, gruszkami i śliwkami w occie. Świąteczny obiad kończą baby, sernik, mazurek oraz pischingery z filiżanką gorzkiej, czarnej herbaty lub kawy i kieliszeczkiem własnego, zrobionego przez mistrza nalewek – ajerkoniaku. Rozleniwieni świątecznym ucztowaniem nasi najbliżsi udają się do swoich domów. Wcześniej ustalamy u kogo spotkamy się następnego dnia, w drugim dniu świat w „lany poniedziałek”.
Moi Dziadkowie dużo uwagi przywiązywali do sfery duchowej i modlitwy. Historia śmierci Chrystusa i jego zmartwychwstania to ważna część serc wszystkich wierzących Polaków. Uczestnictwo choćby w Drodze Krzyżowej, a następnie „czuwanie” to identyfikacja przynależności i chociaż jesteśmy w większości katolikami dzisiaj rozmowa z Bogiem jest całkowicie inna lub jest jej brak. Wiara należy do sfery intymnej każdego z nas.
„Chrystus zmartwychwstał, prawdziwy powstał.”
Aleksandra Dankowiakowska-Korman
kwiecień 2026 r.






Komentarze
Żurek, baby i mazurki — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>