Poszli na KOMPROMIS w Starym Klasztorze
Tym razem Stary Klasztor udostępnił swoją kultową scenę, niedawnym zwycięzcom Dolnośląskiego Przeglądu Młodego Impro – ImproSPRAWCY 2026, grupie KOMPROMIS.
Czy myślicie, że występ w miejscu, w którym odbywają się liczne muzyczne spotkania oraz koncerty znanych artystów zdeprymował w jakiś sposób tę, posiadającą jednak jeszcze niewielkie doświadczenie sceniczne, młodą ekipę? Absolutnie nie.
Od samego początku weszli w rolę. Najpierw Janek zaserwował publiczności małą rozgrzewkę, której głównym celem jest przełamanie lodów i oswojenie publiczności z interaktywną formułą. Pozwala ona widzom wyjść z roli biernych obserwatorów, zachęcając ich do aktywnego reagowania, śmiechu oraz wyrażania emocji*.
Następnie Wojtek zwrócił się do widowni z prośbą o inspirację w temacie „Ważny dzień w życiu”. Spośród wielu pomysłów, wybór padł na „Rzucenie pracy”. Autorce tego hasła zadano jeszcze parę pytań pomocniczych, które stać się miały kanwą improwizowanej opowieści.
Już po chwili rozbrzmiały pierwsze akordy, podawane przez – zasiadającą tego dnia przy klawiszach – Weronikę (tym razem Sebastian wystąpił w roli widza, zajmując należne mu miejsce w pierwszym rządzie) a wraz z nimi piosenka na wejście: Rzuciłam pracę. Teraz rzadziej płaczę.
Motyw ten w oka mgnieniu podchwyciła publiczność, nucąc go wraz z artystami.
Potem już poszło z górki. Ta szóstka a w zasadzie ósemka (bo rola akompaniatorów w impro-musicalu jest wszak kluczowa) pozytywnie zakręconych młodych artystów dała prawdziwy popis swojej kreatywności i scenicznych zdolności.
Akcja, której miejscem była głównie firma o niesprecyzowanej działalności, borykająca się z nawałem pracy i problemami związanymi choćby z KSeF – co także znalazło odzwierciedlenie w jednej z piosenek: Faktury. Faktury. Kogo interesują te bzdury?
Przedstawienie toczyło się wartko. Mogliśmy zaobserwować liczne zwroty akcji, niebanalne dialogi, błyskotliwe podsumowania oraz sprawnie domknięte wątki. A salwy śmiechu co chwilę wybuchające na widowni świadczyły o tym, że publiczność świetnie się bawi. To był spektakl opowiadający też wiele o budowaniu relacji i poszukiwaniu miłości. A ta ostatnia może spaść na nas zupełnie niespodziewanie, nawet wraz z dostarczaną przez kuriera paczką.
Iza, Ola, Ania, Kasia, Wojtek i Janek spisali się na medal. Trzeba przyznać, że trzymają poziom – a w zasadzie to wspięli się jeszcze wyżej. Pamiętać też trzeba o roli Weroniki. To ona spinała muzycznie ten spektakl i potrafiła naprawdę budować napięcie. Fantastycznie sprawił się również operator świateł (na co dzień zatrudniony w Starym Klasztorze), który – choć po raz pierwszy współpracował z tą ekipą, świetnie wczuł się w klimat i „podbijał” atmosferę odpowiednio sterując oświetleniem.
Tradycją tych spektakli stało się, iż to publiczność wymyśla tytuł danego przedstawienia. I choć ono samo powstało na kanwie historii o rzuceniu pracy, to finalnie – za sprawą głównej bohaterki Marioli – zyskało ono tytuł „Bo to zła kobieta była”.
To był wspaniały wybór na spędzenie czwartkowego wieczoru a finałowy motyw muzyczny: „Czasem w pracy miłość podana jest na tacy” pozostał z nami jeszcze długo po spektaklu.
Dość powiedzieć, iż osoba, której życiowa decyzja o rzuceniu pracy stała się inspiracją dla całego spektaklu, doszła na koniec do wniosku, że warto do pracy wrócić. Ha! Ha!
Myślę, że warto obserwować artystyczny rozwój tej grupy zapaleńców. Z pewnością czymś fajnym nas znowu zaskoczą a pamiętać należy, że takie samo przedstawienie nie powtórzy się nigdy więcej.
Małgorzata Miodowska
Fot. autorka
*Żródło: Internet






Wspaniały artykuł. Gratulacje dla zespołu oraz autorki tekstu