Walentynkowy uśmiech
Pani Jolanta i Pan Mirosław Szczepaniakowie są małżeństwem od 46-ciu lat.
Mają dwoje dzieci i pięcioro wnuków. Osiedli niedaleko Wrocławia w Biedaszkowie Dużym. To ich przystań. Zjeżdżają do nich bliscy i dalsi, i my też z wizytą odwiedziliśmy piękny dworek otoczony krzewami azalii i rododendronów, i pachnącymi świerkami. Zima tego roku, jak za dawnych czasów, może nawet i mroźniejsza, rośliny przyprószone śniegiem, staw skuty lodem, wiszące sople, widok, jak z pocztówki. Gospodarze czekali na nas z orzechowym ciastem oraz gorącą herbatą. Dla kurażu był też kieliszeczek nalewki z czarnej porzeczki. Zasiedliśmy do stołu w salonie, a przed naszymi oczami na ścianie obraz rybaka, który złowił przepiękną blond syrenę. To wizja autora, a w rzeczywistości to oni – Jola i Mirek.
Poznali się: on dokładnych szczegółów nie pamięta. Mówi – wręczałem Tobie po meczu puchar. Byłaś najlepszą zawodniczką turnieju. Ona dopowiada – moje przejście do seniorek. Pani Jolanta była szczypiornistką, reprezentantką Polski, należała do elity juniorek, później młodzieżówki i w konsekwencji seniorek w piłce ręcznej. Grała w AZS – AWF Wrocław i z tym klubem odnosiła spektakularne sukcesy.
– Kiedy stoisz na podium i grają dla Ciebie po raz pierwszy hymn Polski to nie wiesz, co masz ze sobą zrobić. Wydaje się, że za chwilę się przewrócisz, a po policzkach łzy same płyną. Już po raz drugi jest trochę inaczej. Nie powiem, to oswojenie, ale głównie honor. Kilkakrotnie doświadczyłam tego momentu. Piękne uczucie.
Pytam co to znaczy być także kapitanem reprezentacji Polski?
– Odpowiedzialność i pełna logistyka – dodaje – duma na pewno tak, że to Ciebie wybrali, abyś niosła tę godność.
Proszę o historie ich miłości. Pan Mirek patrzy na mnie z niedowierzaniem. Należy do kategorii mężczyzn, którzy nie mówią o bliskości. Ster wspomnień przejmuje Pani Jolanta.
– Tu jest rodzinny album. Ja z domu jestem Heltman. Pierwsze zdjęcie to z okresu panieństwa. Nosił je w portfelu i pokazał swoim rodzicom. Teść stwierdził – charakterna. Czarno-białe zdjęcie na nim blondynka o włosach w naturalnych, falowanych skrętach i duże wyraziste oczy.
Pan Mirek lekko się uśmiecha. – Chodziliśmy wtedy z kolegami popatrzeć na ładne dziewczyny, a było co oglądać. Piłkarki ręczne w ruchu to przepiękne widoki. Jola wpadła mi po prostu w oko.
– Miał wtedy mały wąsik, był brunetem i chudy, jak szczypiorek – pokazuje na swój palec Pani Jolanta.
– Wcale nie miałem wąsika, nie miałem – protestuje Pan Mirek.
– Ależ miałeś. Miałeś. Spodobałeś mi się – i wskazuje na kolejne czarno-białe zdjęcie Pani Jolanta.
– Faktycznie mam tu wąsik. Ależ Ty masz pamięć – dodaje.
– Na zawody jeździliśmy autobusem, był nieogrzany, a my pod kocykiem i patrzyliśmy sobie w oczy – przypomina wspólne chwile miłości Pani Jolanta. – Chodziliśmy ze sobą dwa lata, a później małżeństwo i zostałam Panią Szczepaniak.
Pan Mirek zaczynał swoją zawodową działalność będąc jeszcze studentem. Pracował na pół etatu. Na czwartym roku studiów w Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu zajmował się masowym sportem studenckim. Związał się prawie na całe życie z klubem AZS – AWF Wrocław. To jego zawodowa miłość i z tym się wcale nie kryje. Na przestrzeni lat piastował odpowiedzialne stanowiska organizacyjno – logistyczne, w tym zastępcy sekretarza klubu. Był także kierownikiem ośrodka szkolenia olimpijskiego w kajakarstwie. Spektakularne sukcesy Polaków pamięta z Uniwersjady w Zagrzebiu w 1987 roku. – Wtedy w kajakach były dwa złote, jeden srebrny i dwa brązowe. W wiosłach też mieliśmy złoto. Zresztą od lat Polska zawsze bardzo dobrze stoi w tych sportach – mówi.
Dyscypliną, która bliska była jego sercu to jednak piłka ręczna kobiet. Za jego czasów, kiedy kierował sekcją w klubie AZS – AWF Wrocław Panie kilkakrotnie zdobywały mistrzostwo Polski. – Moim zadaniem była cała logistyka, organizacja procesu treningowego m. in. obozy, transport, wyżywienie. Dzień w dzień należało robić wszystko, aby zawodniczki czuły komfort w przygotowaniach do rozgrywek.
Pani Jolanta po zakończeniu kariery sportowej rozpoczęła swoją karierę rodzinną. Stworzenie ogniska domowego stało się dla niej życiowym celem. Dbałość o dom, ciepło jakim obdarza swoich najbliższych są widoczne dla wszystkich. Zawodowo realizowała się będąc nauczycielką wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej Nr 37 na Kuźnikach we Wrocławiu. – Lubiłam tę pracę. Kontakt z młodym pokoleniem trzyma w ryzach i daje satysfakcję w tworzeniu – dodaje.
Dzisiaj ich miłość i szczęście rodzinne nabrały nowego znaczenia. Pan Mirek słynie z kulinariów. Jego ryba w zalewie octowej to majstersztyk. Ustawiają się w kolejce do degustacji i rodzina, i znajomi. Razem we dwoje – to ich życiowe credo.
Buziaki – Aleksandra Dankowiakowska-Korman
luty 2026 r.






Komentarze
Walentynkowy uśmiech — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>