Wreszcie mamy kompleksowe opracowanie o przesiedleniach z Polski do Niemiec
Tytuł rzetelnie napisanego kompendium przez profesora Ryszarda Kaczmarka brzmi „Czy jestem Niemcem? Przesiedleńcy z Polski do RFN i NRD w latach 1950-1991”. Dowiadujemy się wreszcie z dobrze przeprowadzonej kwerendy w archiwach o przedziwnych praktykach komuny i bezpieki dotyczących wypuszczania w kilku ratach do dwóch krajów niemieckich obywateli chcących połączyć się z bliskimi, bądź pragnących sobie zwyczajnie polepszyć swój byt. Dowiadujemy się też w wielkim przybliżeniu, ile miliardów marek w różnych fazach umowy z Bundesrepubliką otrzymywał Gierek w zamian za pozbywanie się rodaków.
W dyskusjach nad wyjazdami Niemców z Polski kluczowe jest rozróżnienie między pojęciami: „wypędzenie” (Vertreibung), „wysiedlenie” (Aussiedlung) i „przesiedlenie” (Umsiedlung). Podczas międzynarodowej konferencji poświęconej w mojej redakcji przesunięciu granic Polski ze Wschodu na Zachód w 1945 roku wprowadziliśmy jeszcze jedno pojęcie: „ucieczkę z ojczyzny przed nawałą Armii Czerwonej” (Flucht aus die Heimat). Prof. Włodzimierz Borodziej tłumaczył wówczas nacjonalistom chcącym przeszkodzić naszym obradom: – W historii zawsze trzeba używać jednoznacznych pojęć: to co było wypędzeniem, pozostanie wypędzeniem; co było wysiedleniem, pozostanie wysiedleniem; co przesiedleniem, pozostanie przesiedleniem; zgadzam się też „na ucieczkę z ojczyzny” (Flucht aus die Heimat). Oczywiście po 1990 roku wprowadzono jeszcze pojęcie „późny wysiedlony” (Spätaussiedler).
Zacytuję jedno zdanie ze wstępu książki prof. Ryszarda Kaczmarka: „Świadectwa pozostawione przez SB, zarówno na szczeblu centralnym MSW jak z komend wojewódzkich oraz biur paszportowych, pokazują, jak skrajnie uproszczony i zmistyfikowany był obraz przesiedleń pokazywany w oficjalnym przekazie”. Ponieważ sam mieszkałem w samym centrum przesiedleń, rejestrowaliśmy starannie zagospodarowane domy i gospodarstwa, na które czyhali milicjanci i partyjniacy, aby przejąć je po ludziach, jeszcze zanim zdążyli opuścić swoją ojcowiznę. Oficjalnie nazywano to przekazaniem nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa. Nie mający własnych domów, a chcący także wyemigrować, musieli z reguły bardzo długo czekać na wyjazd. Szkoda, iż profesor nie dotarł do zdjęć gigantycznych kolejek sprzed biur paszportowych przy komendach wojewódzkich MO. Znałem ludzi próbujących oddać swoje papiery na wyjazd stały do Niemiec, którzy na mrozie stali w tych „szlangach” przez wszystkie dni swoich urlopów. Nawiasem biuro w Opolu niekiedy przyjmowało jedynie dwa razy w tygodniu po 10 osób w godzinach od 10 do 12. Dobrze, że autor bez ogródek napisał o pozbawieniu wyjeżdżających obywatelstwa polskiego, które im nadano w 1951 roku. Dobrze także, iż profesor wspomniał o tajnej instrukcji KC PZPR z czerwca 1952 roku przewidującej przesiedlenie ludności rodzimej na tereny województw rzeszowskiego i lubelskiego.
W latach 1950 – 1959 posługiwano się w emigracji do Niemiec pojęciem „łączenie rodzin”. Chętniej władze dawały ludziom paszporty do NRD, niż do NRF (tak wówczas nazywała się RFN). Kiedy x starał się o wyjazd do NRF, bo jego żona wcześniej znalazła się w Monachium, to i tak nie dostał zgody, tylko skierowano go do Drezna w NRD. W 1972 roku podpisano polsko-wschodnioniemieckie porozumienie o otwarciu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej dla nieograniczonego ruchu osobowego. Dla obywateli polskich oznaczało to otwarcie bez dewizowego wjazdu do Berlina Zachodniego. Sam skorzystałem wtedy z możliwości zatrudnienia w Berlinie Zachodnim. To dodatkowo wzmocniło „psychozę wyjazdową” tym bardziej, iż byliśmy po podpisaniu układu PRL- RFN przez kanclerza Willy Brandta i premiera Józefa Cyrankiewicza w 1970 roku. Sześć lat później w 1976 roku Edward Gierek jest w gościnie w Bonn u Helmuta Kohla. Poseł Herbert Hupka kieruje do I sekretarza PZPR apel o zorganizowanie w Polsce Niemieckiego Tygodnia Kultury. Manipulacje w urzędach paszportowych trwają jednak dalej. Podobne zamieszania są z samymi dokumentami podróży. Zwykli obywatele mogą uzyskiwać nawet paszporty konsularne; inni tylko „Dokumenty podróży”. Z województwa częstochowskiego łatwiej wyjechać, z opolskiego bardzo trudno.

Peron nr 1 na Dworcu Głównym w Opolu, z którego raz w tygodniu o godz.11:49 w latach 60. i 70. odjeżdżał pociąg do Niemiec. Rodziny żegnały z płaczem tych, którzy dostali paszporty tylko w jedną stronę. (zdjęcie peronu współczesne)
W 1979 roku ogłoszono w Polsce zakończenie akcji łączenia rodzin. Profesor przypomniał trafne określenie „akcja”. W moim środowisku mówiono: „wszystkie akcje w Polsce zawsze łamano”. W tzw. „Zapisie protokolarnym” tylko do 30 czerwca 1979 roku miało wyjechać z Polski do Niemiec 125 tysięcy osób. Opolanie mówili z ironicznym przekąsem: Dlaczego zostało nas jeszcze pół miliona? Minister spraw zagranicznych Hans-Dietriech Genscher, gdy po latach w Warszawie działacze Niemieckich Kół Przyjaźni przedstawili mu dane dotyczące wielkości nadal żyjących w Polsce Niemców, o mało nie dostał apopleksji. Przecież zacny H-DG wiedział o tym, iż tylko w latach 1980-1990 według statystyki z Koblencji znalazło się w Niemczech 810 tysięcy osób przesiedlonych z Polski. Do symbolicznego przełomu trzeba dodać wizytę Kohla w Warszawie 9-14 listopada 1989 roku oraz gest pojednania w Krzyżowej kanclerza Niemiec i premiera Mazowieckiego sankcjonującego także prawa mniejszości niemieckiej w Polsce.



Komentarze
Wreszcie mamy kompleksowe opracowanie o przesiedleniach z Polski do Niemiec — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>