Leki, a karmienie piersią – rozmowa z mgr farmacji Dominiką Zimnoch
Jak to jest z tymi lekami, kiedy mama karmi piersią? – Rozmowa z mgr farmacji Dominiką Zimnoch
Wydaje się, że samo karmienie piersią wróciło do łask i jest promowane jako „złoty standard” w żywieniu niemowląt. I zapewne nic w tym dziwnego, gdyż generalnie bardziej przywiązujemy obecnie wagę do tego co jemy i jak dieta oddziałuje na nasze zdrowie. Coraz więcej kobiet stara się karmić swoje pociechy – przynajmniej do ukończenia przez nie 6. miesiąca życia – wyłącznie własnym mlekiem. Takie są zresztą zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia.
Ale co kiedy mama jest chora, ma jakąś infekcję lub przyjmuje leki długofalowo?
Na wielu preparatach pojawia się ostrzeżenie w stylu „Produkt nie powinien być spożywany przez kobiety w ciąży lub kobiety karmiące piersią”. Okazuje się jednak, iż często błędne zalecenia dotyczące farmakoterapii mamy karmiącej, prowadzą do niepotrzebnego przerwania karmienia, podczas gdy spora część leków przenika do mleka matki w ilościach nieistotnych klinicznie. Kobiety przerywające karmienie z uwagi na konieczność podjęcia leczenia często czują się tym faktem sfrustrowane, bo przecież chciały dać swemu dziecku to co najlepsze. A zatem czy w każdym przypadku rezygnacja z karmienia jest koniecznością?
Poprosiłam o rozmowę mgr Dominikę Zimnoch, farmaceutkę z dziesięcioletnim stażem, specjalizującą się w ocenie bezpieczeństwa farmakoterapii w laktacji w oparciu o EBM (Evidence-Based Medicine), będącą jednocześnie życzliwą orędowniczkę karmienia piersią.
Czy możesz przybliżyć nam nieco ten termin „Farmakoterapia w laktacji”? Brzmi bardzo poważnie.
Mówiąc prościej: chodzi o szeroko pojęte stosowanie leków w czasie karmienia piersią. Zarówno o odpowiedź co można a czego nie można, jak i czy dany lek jest dobrym wyborem dla duetu mama – dziecko w czasie, w którym obecnie się znajdują. Mam tu na myśli zarówno stan zdrowia mamy i maluszka, jak i wiek dziecka, czy potrzebę rozdzielenia np. na czas zabiegu.
Często są sytuacje, gdy kinetyka leku, czyli to co się dzieje z nim w organizmie mamy, pomaga nam ustawić leczenie pod pory karmienia. Wówczas to ile tych karmień jest, czy mamy noworodka czy starszego niemowlaka z rozszerzaną dietą, może mieć wpływ na decyzje odnośnie bezpieczeństwa farmakoterapii. Nie jest to analiza, którą mogę wykonać dokładnie przy okienku, mając kolejkę pacjentów, stąd pomysł dodatkowych konsultacji.
Co skłoniło Cię do zajęcia się tym tematem?
Jak wspomniałaś na wstępie, mam już dziesięcioletni staż w pracy farmaceuty za pierwszym stołem. Wielokrotnie spotykałam się z tym, że pacjentki ściszają głos, wspominając o karmieniu piersią, bo przecież wtedy „nic nie można”, a one męczą się z przedłużającą się infekcją. Spotkałam się także z zaniechaniem leczenia, bo ktoś powiedział, że „póki Pani karmi, to jest to niebezpieczne”. Często są to zdania po prostu nieprawdziwe. Moim zdaniem padają one z braku wiedzy czy chęci przyznania się, że jako specjalista mogę czegoś nie wiedzieć i muszę powiedzieć „sprawdzam”.
Momentem przełomowym w moim przypadku było odmówienie podania mi kontrastu podczas rezonansu potrzebnego w mojej diagnostyce. Zbiegło się to w czasie z pojawieniem się szkolenia „Leki i laktacja”. Do tej pory wiedziałam, gdzie szukać, ale nie wiedziałam skąd to się bierze. Teraz mogłam poszerzyć horyzonty i nieść tę wiedzę dalej.
Właśnie mijają dwa lata odkąd utworzyłaś w mediach społecznościowych swoją stronę „mLEKo. Farmakoterapia w laktacji”, uruchamiając jednocześnie wirtualny gabinet. Czy zauważyłaś jakąś zmianę w podejściu do tego tematu samych kobiet czy środowiska medycznego?
Moim zdaniem to wciąż jest temat niszowy. Podobnie jak pojęcie opieki farmaceutycznej w naszym kraju. Zdecydowanie bardziej popularne są przeglądy lekowe dla seniorów, organizowane cyklicznie przez uczelnie.
Funkcjonują owszem prywatne gabinety konsultacyjne czy z zakresu farmakoterapii w cukrzycy, czy otyłości, czy tak jak w moim przypadku: leczenia w laktacji. Jednak mało kto byłby w stanie stwierdzić, że o tym słyszał.
Jeśli chodzi o podejście kobiet, to widzę, że mamy są teraz bardziej świadome i szukają informacji poza gabinetami lekarskimi. Ulotki leków nie są zbyt pomocne w tym zakresie, więc najczęściej sięgają one po fora internetowe dla mam czy sztuczną inteligencję, a to nie zawsze jest dobry pomysł.
W jaki sposób próbujesz dotrzeć do potencjalnych zainteresowanych takimi konsultacjami?
Po pierwsze sama jestem członkiem jednej z grup dla mam karmiących, więc tam najpierw poszła informacja, że się tym zajmuję. Poza podpowiedziami do konkretnych postów, zorganizowałam kilka darmowych konsultacji dla jej członkiń. Okazało się, że były zaskoczone możliwościami, które się przed nimi pojawiły i zgodnie stwierdziły, że taka wiedza jest potrzebna a samo spotkanie odjęło im nieco stresu.
Współpracuję także ze Szkołą Rodzenia, gdzie cyklicznie opowiadam przyszłym mamom o tym, że okres karmienia i okres ciąży to pod kątem kinetyki zupełnie dwie różne sprawy. W czasie laktacji możliwości leczenia jest zdecydowanie więcej. Wspominam także, gdzie szukać informacji o lekach w laktacji i co się musi stać, żeby lek przyjmowany przez mamę w ogóle stanowił jakiekolwiek zagrożenie dla maluszka.
Kto przychodzi na takie spotkania? Czy zgłaszają się do Ciebie z pytaniami bądź prośbą o konsultację wyłącznie karmiące mamy czy może także zatroskani tatusiowie bądź dziadkowie?
Na spotkaniach w Szkole Rodzenia mamy głównie pary. Często to panowie mają więcej pytań niż panie. Zdarza się, że wypytują przy okazji także o wyprawkę dla maluszka w kontekście co w niej mieć, aby przetrwać wszelkie możliwe burze.
Dziadków do tej pory nie miałam. Natomiast zdarzyło się, że koleżanki przyszłej mamy wykupiły dla niej voucher na konsultację, jako jeden z prezentów na baby shower. Myślę, że to całkiem fajny pomysł, żeby w momencie, kiedy coś niepokojącego się zadzieje, mieć taką deskę ratunkową.
Jak myślisz, co można by jeszcze zrobić aby „oswoić” z tematem więcej często mocno „zagubionych” kobiet, które mierzą się z dylematem – chcąc jak najlepiej dla swego maluszka – przestać karmić, by nie narażać dziecka czy zrezygnować z farmakoterapii? Pytam w szerszym kontekście.
Moim zdaniem trzeba zacząć od podstaw, czyli edukacji. Pacjentka w czasie laktacji jest wciąż w służbie zdrowia traktowana trochę jak takie „zgniłe jajo”. Wynikać to może z tego, że w programie studiów zarówno lekarskich, jak i farmaceutycznych temat laktacji jest niemal nietknięty. Dobrze by było to zmienić – chociażby w wersji fakultetów w czasie studiów czy propozycji szkoleń on-line w ramach edukacji ciągłej, już później. Jeśli sami nie znajdziemy czasu i chęci na zgłębienie tematu, to trudno będzie osiągnąć coś na szerszą skalę.
Świetną robotę robi tutaj moja koleżanka po fachu, która weszła z zajęciami na farmację i położnictwo w Poznaniu. Myślę, że to dobry kierunek.
Sama rozważam stworzenie wideo dla szkół rodzenia, które przyszłe mamy mogłyby otrzymywać lub byłoby ono odtwarzane w czasie zajęć. Ale na to potrzeba i środków i czasu, więc póki co, jest to pomysł czekający na półce.
W kontekście pytania: „przestać karmić czy zrezygnować z farmakoterapii” – uważam, że na szali trzeba zawsze postawić także korzyści płynące z karmienia piersią – bo to nie jest tylko rezygnacja z podawania pokarmu za pośrednictwem piersi ale też bliskość i poczucie bezpieczeństwa, które nagle znika, brak możliwości przekazywania przeciwciał z zasobów mamy w przypadku infekcji itd.
Czy to pasja czy powołanie?
Myślę, że jedno i drugie. Pomaganie w ogóle sprawia mi radość a tutaj moja wiedza ma realną szansę przełożyć się na spokój mamy oraz zdrowie jej i maluszka, co daje mi zawodową satysfakcję.
Poza tym dla mnie karmienie piersią i wiążące się z nim korzyści, to majstersztyk natury. Oczywiście nie zawsze jest proste, nie zawsze wychodzi, ale w przeważającej liczbie sytuacji jest możliwe i daje poczucie, że daję dziecku to, co najlepsze.
Czy to stąd Twój udział w akcjach promujących karmienie piersią?
Dokładnie tak. Zawsze chętnie wspieram takie inicjatywy. Jakby nie patrzeć jest to działanie prozdrowotne. Niestety kobieta karmiąca – zwłaszcza w miejscach publicznych – często mierzy się także z niechęcią społeczeństwa. Stąd mój udział w kampanii „Wrocław karmi. To naturalne” czy kilku edycjach „Krainy mlekiem i miłością płynącej”.
Prywatnie jesteś mamą czwórki rezolutnych pociech. Masz na głowie dom i pracę zawodową, jeździsz na spotkania, prowadzisz konsultacje on-line. Jak znajdujesz czas na to wszystko?
Przede wszystkim nie jestem w tym sama. Mąż bierze czynny udział zarówno w dbaniu o dom, jak i o nasze pociechy. Obecność tej czwórki maluchów w naszym życiu sprawiła, że musieliśmy opanować logistykę na poziomie expert, aby przetrwać (śmiech).
Forma on-line konsultacji pozwala mi spotykać się z mamami w różnych porach dnia, nie tracąc czasu na dojazdy. Owszem prowadzę dyżury, na które można się zapisać i w czasie których jestem dostępna na WhatsApp, jednak większość wizyt przebiega w trybie alarmowym tj. coś się wydarzyło i „nie wiem czy mogę albo po jakim czasie mogę wrócić do karmienia piersią?”.
Widzę też, że ta forma jest wygodna dla samych mam, które karmiąc maluszka w domowych warunkach, mogą na spokojnie napisać na czacie – a jeśli chcą zadzwonić na wizji – i zapytać o to, co je trapi w kontekście ich terapii bądź jej braku.
Dziękuję za rozmowę. Wierzę, iż przyczyni się ona do tego, że więcej Mam odważy się pytać i, że poczują się pewniej nie musząc stawać przed wyborem „Czyje dobro jest ważniejsze?” – bo w wielu przypadkach będą one mogły zadbać o swoje zdrowie nie narażając karmionego piersią malucha.
Małgorzata Miodowska


Komentarze
Leki, a karmienie piersią – rozmowa z mgr farmacji Dominiką Zimnoch — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>