Ukłon sześćdziesięciopięcioletniej „Odrze”
Rozpoczynałem studia polonistyczne, gdy zaczynały wychodzić pierwsze numery „Odry”. Mój krajan Heinz Kneip, profesor slawistyki w Regensburgu/Ratyzbonie, zarazem wielki przyjaciel Tadeusza Różewicza, zachęcał mnie do kupowania nowego miesięcznika. Szefostwo „Odry” odrzuciło jednak wspólny tekst Zdzicha i mój o żegludze zatytułowany „Odrą od Kanału Gliwickiego do Szczecina i Berlina”. Szkoda, bo nasze przewidywania o niszczeniu żeglugi na rzece Odrze sprawdziły się w stu procentach. Znakomicie natomiast, że nasz miesięcznik kulturalno-społeczny przeżył w zdrowiu 65 lat. Niech dociągnie przynajmniej do setki, czego reaktywowane „Słowo Polskie” mu życzy. Zwłaszcza redaktorom „Odry” głębokie ślemy ukłony.
Nie byłbym sobą, gdybym się nie odniósł z paru przyczyn do jubileuszowej galerii zdjęciowej wybranych osobowości, które przez lata gościły na łamach „Odry”. Zacznę od Ryszarda Kapuścińskiego, mego starszego kolegi ze „Słowa Powszechnego”. Drżeliśmy w Warszawie, gdy któryś raz kanałami brytyjskich tajnych służb donosił nam o grożącym mu śmiertelnym niebezpieczeństwie w dziwnych miejscach wojen w Afryce. Profesora Karola Modzelewskiego pierwszy raz widziałem na własne oczy podczas wprowadzania go do suki milicyjnej przed stanem wojennym. Po latach w Głuchołazach natknąłem się na profesora na szlaku kalwaryjskim. Sanatorium, w którym przebywał, dało ulgę jego sercu, jak mi powiedział. Kolejnym wielkim „powieszonym” na planszy „Odry” przy ulicy Świdnickiej jest reżyser Wiesiek Saniewski. Pracował u mojej żony, gdy była dyrektorem Wojewódzkiego Domu Kultury w Opolu. Wspomniałem we wstępie prof. Heinza Kneipa, częstego gościa Tadeusza Różewicza. Dzięki znajomości z Kneipem mogłem z nim odwiedzić Tadeusza Różewicza. No i pozostała plansza z naszą noblistką. Miała sześć lat, gdy przez przypadek znalazłem się w Klenicy, gdzie w Lubuskim Uniwersytecie Ludowym rodzice Oluni byli nauczycielami. Dziewczynka kreśliła coś na papierze. Panu redaktorowi, czyli mnie, oświadczyła: – Jak dorosnę, będą dużo pisać!
I ostatnie słowo a propos wystawy świętującej jubileusz. Pochodzący z opolskiego Mariusz Urbanek odwiedzał mnie, gdy byłem naczelnym „Wochenblattu”. On ma wiele trudniej niż ja, gratuluję mu długiego trwania przy dryfującej w dobrym kierunku „Odrze”, którą i ja czytam.
Engelbert Miś
Fot. Janusz Stankiewicz






Komentarze
Ukłon sześćdziesięciopięcioletniej „Odrze” — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>