Lato w Dziwnowie i nie tylko
Tytułem wstępu
– „Proszę Ciebie, zarezerwuj dla nas dwa tygodnie nad morzem w drugiej połowie czerwca” – tymi słowami zwrócił się do mnie mój maż w styczniu tego roku. I tak się stało. Zadzwoniłam w miejsce, do którego mieliśmy wyjątkowy sentyment. Lokalizacja w lesie, romantyczna ścieżka nad morze, rytuał picia małej czarnej na zewnątrz oraz szampana na schodach przy zejściu na plażę i widoki zachodu słońca. Wpłaciłam niemałą zaliczkę i pełni szczęścia czekaliśmy na urlop. Przyszedł czerwiec, pakowanie walizek, podróż trasą pełną uroku. Przyjechaliśmy do ulubionego hotelu po raz piąty, jednak po kilku latach i do drugiego budynku o wyższym standardzie i zastało nas… . Pokój komfort wybrany ze zdjęcia nie miał szafy. Dziura w ścianie szerokości około 50 cm z kilkoma półkami, a walizek sporo. Ponadto parter i malutki taras, a naprzeciwko budynek kuchni. Super!
Pani i jej chyba wyższy rangą kolega z recepcji oświadczyli, przy naszym braku akceptacji wobec zaistniałej sytuacji: „W jaki sposób możemy Państwu pomóc ”. Zero skruchy i braku przeprosin. „Możemy Państwu zmienić pokój, ale dopiero jutro. Dzisiaj są tam jeszcze goście. Doba hotelowa zaczyna się od godz.16.00, a do godz. 11.00 poprzedni goście zobowiązani są opuścić lokalizacje, aby można było przygotować pokój dla następców. Pierwsze piętro ten sam standard i jest szafa” – taką informację otrzymaliśmy przy powitaniu. Co było robić. Przespaliśmy się na walizkach i dzień później ulokowaliśmy się na pierwszym piętrze w pokoju komfort z francuskim balkonem (jak ładnie to brzmi), w pokoju o parametrach, które nie pozwalały na swobodne przejście zarówno wzdłuż, jak i w szerz. Cóż, nie sprawdziłam płacąc w styczniu, wielkości pokoju. Moja wina i za tzw. frycowe trzeba płacić. I nie mieliśmy już siły, aby szukać innego miejsca wypoczynku i chęci, aby w sporze z hotelem dochodzić swoich praw. Odpuściliśmy. I tak to, przez dwa tygodnie w malutkiej przestrzeni także w łazience, odpoczywaliśmy w malowniczej polskiej miejscowości nad morzem.
Odsłona pierwsza
Szczęście nam jednak dopisało. W czasie pobytu przypadło święto Marynarki Wojennej i to centralne obchody. DZIWNÓW 28 czerwca 2026 r. stał się stolicą ludzi morza. Święto Dnia Marynarki Wojennej rozpoczęto w samo południe uroczystym przemarszem ulicami miasta orkiestry i kompanii honorowej Marynarki Wojennej ze Świnoujścia i Gdyni. Poszczególne punkty obchodów zostały rozpisane zgodnie ze wskazówkami zegara tak, aby turyści mogli w pełni w nich uczestniczyć. O to właśnie zadbała trzyosobowa, kobieca ekipa biura promocji Urzędu Gminy Dziwnów. Codzienna współpraca z 8 Flotyllą Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia przyniosła rezultaty. W parku przy Sienkiewicza pełnym zieleni i pachnących kwiatów odbył się porywający swoją wirtuozerią pokaz musztry paradnej. Przy Marinie sezonowej na Wybrzeżu Kościuszkowskim zacumowały okręt ratowniczy ORP Maćko i trałowiec ORP Drużno. Nie lada gratką okazała się możliwość zwiedzania pokładów tych okrętów i zapoznanie się z zadaniami załóg. I tutaj dużą atrakcją było zobaczenie Ratowniczo Leczniczego Kontenerowego Zestawu Hiperbarycznego (Sercówka), a także szansa obsługi sprzętu wojskowego. Niejednego z młodych mężczyzn czy chłopców duma rozpierała, kiedy zasiadł na stanowisku przeciwlotniczym. Muzeum Marynarki Wojennej zaprezentowało w namiocie sezonowym zbiory związane z tradycją i dziedzictwem polskiej floty wojennej. Ukoronowaniem uroczystości był popołudniowy występ orkiestry reprezentacyjnej Marynarki Wojennej i zespołu wokalnego Klubu MW z Gdyni oraz recital Weroniki Laik i Michała Wiśniewskiego.
Kiedy zapytałam Annę Chalcarz kierowniczkę promocji w gminie Dziwnów i towarzyszącą jej Konstancję Wojewódzką o miłe zadania, które realizują, bez wahania odpowiedziały posługując się przykładami. „Nasza Akcja lato – przez dwa miesiące w kalendarzu mamy 80 imprez. Goście pragną nie tylko się opalać. Dlatego przygotowujemy turnieje sportowe, na plaży mamy poszukiwaczy skarbów – wysłannicy biura promocji zakopują w piasku wcześniej w wyznaczonych miejscach przedmioty, które należy odnaleźć. Są nagrody. Wszystko dla zabawy i relaksu. Oczywiście pełny ruch, nie tylko leżenie plackiem – mówi Pani Anna. „Bardzo modne jest kino plenerowe wieczorową porą w naszym parku. Repertuar bogaty – od starych i nowych filmów po kino dyskusyjne. Dalej koncerty plenerowe – muzycy ze Szczecina przyjeżdżają do nas i wykonują w pełnym anturażu standardy klasyczne. Przy Rybce na bulwarze drewnianym. Goście bardzo sobie chwalą, bowiem dla wielu to jedyna okazja, zobaczyć film – bestseller kinowy, czy posłuchać w dobrym wykonaniu znanych i lubianych utworów muzycznych. Nie ma biletów, nikt nie płaci. Wystarczy przyjść, usiąść i poddać się emocjom”.
Pani Konstancja dodaje kolejny przykład. „Tematyka morska dominuje podczas koncertów zespołu wokalnego Marynarki Wojennej RIVIERA, który towarzyszy orkiestrze reprezentacyjnej. Oklasków i bisów nie ma końca.
„Ster na Dziwów coroczna impreza plenerowa odbywająca się na Przystani Sezonowej przy Wybrzeżu Kościuszkowskim – kontynuuje Pani Anna – to gawędy najstarszego, miejscowego rybaka. Pan Bronisław opowiada, jak to drzewiej bywało, wspomina przygody, które przydarzyły się jemu i braci rybackiej. Pochodzi z gór, ale pokochał morze na dobre i złe. Jej celem jest kultywowanie tradycji morskich, integracja lokalnej społeczności z turystami oraz przybliżenie ginącego zawodu rybaka”.
Pytam o kulinaria i przepis jedyny w swoim smaku pochodzący z Dziwnowa.
„ Jest przepis, teraz odtwarzany. W Międzywodziu w Kole Gospodyń Wiejskich Fregata Panie starają się przywrócić smak prawdziwego paprykarza ”– śmieje się Pani Anna.
A teraz podam przykład z dziedziny sportowej. „Chlubą Dziwnowa są regaty w klasie OPTIMIST – tj. najmniejszej, monotypowej międzynarodowej klasy jachtów dla dzieci i młodzieży do lat 15-tu. W tym roku w maju z 31 klubów wzięło udział 167 zawodniczek i zawodników. Obok Pucharu Dziwnowa, były także kwalifikacje do kadry narodowej na mistrzostwa świata w Maroku i mistrzostwa Europy w Gdyni. A w najbliższych dniach czekają nas turniej piłki plażowej, animacje na plaży w Łukęcinie i koncerty plenerowe. No i potańcówki. Czyli dla każdego coś miłego”.
Odsłona druga
Musze przyznać, że jako gość – turysta pragnący wypoczynku i pełnego morskiego oddechu to znaleźliśmy go z mężem w Dziwnowie. Ta nadmorska miejscowość posiada już swój styl i design, choćby wbudowana po bokach roślinność przy głównej ulicy, ronda obsadzone kwiatami i bulwary wzdłuż rzeki Dziwna. Osiedla małe i większe apartamentowców, których nie powstydzono by się w znanych, zachodnich kurortach. Wiele czystych urokliwych miejsc i osiedle rybackie – a w nim pachnące róże rosnące przy parterowych budynkach, to skansen minionego wieku, jednak tętniący współczesnym życiem i cieszący się powodzeniem nie tylko wśród turystów. Spotkaliśmy tam grupę surferów z Niemiec, jakże zmęczonych i zarazem szczęśliwych. Przez chwilę nawet zazdrościłam, że nie posiadłam tej sztuki kontaktu z morzem.
Swoje korzenie zapuszczają w Dziwnowie mieszkańcy różnych rejonów Polski i nawet świata. Z Wielkopolski przyjechał tu Paweł Baszak biznesmen – gospodarz obsługujący codziennie swoich gości w restauracji BULVAR. Przysiedliśmy tam by odetchnąć, gdyż na początku lata w całej Europie temperatury powietrza były bliskie szerokości równikowej. Lokal usytuowany tuż nad wodą, lekki wiaterek chłodził nasze skronie. Widoki drugiego brzegu Dziwnej z pasmem tataraków i malutką jachtową przystanią natychmiast wprowadzały nastrój ukojenia. Obok czarna kotwica – pomnik Pamięci Rybaków, którzy nie powrócili z morza. Miejsce sentymentalnej zadumy. Po drugiej stronie ulicy olbrzymia kwitnąca wówczas lipa, z której roztaczał się na kilkadziesiąt metrów intensywny, miodowo-słodki zapach lata.
W restauracji menu włoskie i w każdym calu nie różniące się od oryginału. Pan Paweł poinformował nas : – „Wspólnie z narzeczoną objechaliśmy Włochy wzdłuż i w szerz i przenieśliśmy te smaki tutaj. I jak Państwo oceniają?”. Odpowiedź była jedna – w punkt. Czy to zupa rybna z krewetkami i łososiem, czy smażone kalmary z sosem czosnkowym, czy tiramisu oraz lody czekoladowe z polewą truskawkową. Wystrój BULVAR – u w stylu marynarskim – delikatny i wygodne stoliki, i przede wszystkim krzesła, co dla osób niedomagających ruchowo jest bardzo istotne. Kluczyk dla gości do toalety. Powiem, że to miejsce to świadectwo, czy dorośliśmy już do standardów z tzw. wyższej półki. Czysty, pachnący z wieloma przyborami intymny zaułek wystawia klientom BULVAR -u bardzo dobrą ocenę.
Odwiedzaliśmy lokal Pana Pawła kilka razy i zapewne kiedyś jeszcze go nawiedzimy.
Z dalekiego świata, z Gruzji, z Tbilisi przyjechała sześć lat temu Pani NAZI AVETISOVA. Jest Ormianką, mąż Gruzinem i oboje pracują w jednym z hoteli. Spotkałam ją w recepcji spa. I powiem naszym Czytelniczkom i Czytelnikom, że z tak dużą uprzejmością nie spotkałam się bardzo dawno, a może nawet i wcale. Do Polski zawitała w odwiedziny kuzynki studiującej w Warszawie, którą spotkała miłość Polaka i została jego żoną. A Panią Nazi uwiodła polska mentalność. Rodzinnie wybrali się na wycieczkę nad morze i tak zostali. Są tutaj szczęśliwi. Uśmiech i radość biją z jej twarzy. Pytam o prowadzenie gospodarstwa domowego – czy po gruzińsku, po ormiańsku, a może po polsku? „Przyprawy gruzińskie prawie wszystkie sprowadzam przez internet. Nie mam problemów. Lubimy z mężem przyrządzać chinkali, chaczapuri i kababi– informuje mnie Pani Nazi – Mąż czeka na mnie z posiłkiem, głównie wieczorami, kiedy wracam z pracy. Prawie do nocy rozmawiamy. Chcieliśmy bardzo podróżować, ale nie było samochodu, no i polskie prawo jazdy. Za trzecim razem mężowi udało się zdać polski egzamin. Mamy wreszcie samochód i będziemy poznawać uroki Polski”.
Wypoczywając nad morzem pragniemy zakosztować przygód oraz niecodziennych smaków, powietrze pachnie zmysłowo, spacerujemy wieczorami plażą i urzekają nas zachody słońca. Co do smaków to degustacja ryb w przeróżnej postaci łaskocze zawsze nasze podniebienia. W Dziwnowie takim miejsce kultowym, gdzie można kupić i zjeść dorsza, flądrę, łososia, czy głasicę jest Belona – znana stałym bywalcom, dawna przetwórnia ryb i produkcji konserw. Od strony morza, po drugiej stronie miejscowości, przy Osiedlu Rybackim zakotwiczyła się Miruna. To też komercyjne dziś miejsce kupna i smakowania ryb. Fundnęliśmy sobie tam garść wędzonych szprotek i do chrupiącej bułeczki była niecodzienną przekąską.
Wysokie nad wyraz temperatury powietrza „uniemożliwiały leżenie plackiem na plaży” i postanowienie odwiedzenia, ponownego po latach miejscowości bliższych i dalszych było wręcz wskazane. Marina w Kamieniu Pomorskim i jej widok może przyprawić o zawrót głowy. Posiedziałam dłuższą chwile na ławce tuż przy wodzie, mąż zaserwował lody z likierowa polewą i tak wpatrzeni w pływające oraz cumujące jachty spędziliśmy miłe chwile. Nie obyło się także bez kupna specjału tej miejscowości kiszonego łososia – firmy Zubowicza. Zawsze przywozimy po paczuszce stamtąd dla rodziny i bliskich, tym razem, też tak było.
Odsłona trzecia
Obrońcy Ojczyzny są w Dziwnowie prawie od zawsze. Jednym z nich jest starszy chorąży sztabowy rezerwy Józef Sadowski. Jego sylwetka zdradza rodzaj formacji, w której służył. Wysoki, szczupły i bardzo sprawny. Należy do tej grupy mieszkańców, którzy solidnie wykonują zadania, nawet po zakończeniu czynnej służby. Umawiam się z nim na rozmowę i dowiaduję się, że: „Mój starszy brat Zbigniew był dla mnie wzorcem. Pragnąłem, jak on zostać żołnierzem zawodowym. Początki nie były usłane różami. Zdałem egzamin do Podoficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Ustce, jednak nie zostałem przyjęty. Było 15 kandydatów na jedno miejsce. Przewodniczący Komisji Rekrutacyjnej w rozmowie ze mną stwierdził, że stanę się słuchaczem tej szkoły pod warunkiem odsłużenia pełnej zasadniczej służby wojskowej w Marynarce Wojennej. Poszedłem. Służyłem na okręcie transportowo – minowym ORP Gniezno i byłem specjalistą sygnalistą na otwartym pokładzie. W domu mnie prawie nie było. Jak się jest młodym to nic nie przeszkadza.
I teraz proszę sobie wyobrazić, że na kilka dni przed końcem woła mnie dowódca i mówi Sadowski pakuj się, jedziesz do Ustki do szkoły. Oniemiałem. Co ja powiem kolegom, którzy nie garneli się do czynnej służby. Miałem już przyozdabiać beret marynarski, a tu taka niespodzianka. Przewodniczący Komisji dotrzymał słowa, koledzy przyjęli pozytywnie moją nowinę. Pojechałem uczyć się dalej. Po szkole zostałem nawigatorem i bosmanmat Józef Sadowski otrzymał przydział na jednostki pływające do Świnoujścia.
W 1994 roku trafiłem do 8 Batalionu Saperów w Dziwnowie i w 2022 roku po 30 latach służby przeszedłem do rezerwy.
Pytam czy żołnierz Józef Sadowski zaznał służby poza granicami kraju?
Odpowiedź jest krótka: „Tak zaznał. W 2008 roku służyłem w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Czadzie. Wylecieliśmy z Wrocławia Antonowem – największym samolotem transportowym. Naszym zadaniem było zbudowanie bazy. Warunki bardzo trudne. Pora deszczowa. Dzika przyroda. Nie zapomnę plujących żab, których należało unikać.
A jak wygląda miłość żołnierza zawodowego ta prywatna, nie do Ojczyzny ?
„Ma na imię Anna, przyjechała do koleżanki i tak się poznaliśmy. 1991 rok była pielęgniarką i opatrywała mi rany – uśmiecha się zawadiacko Pan Józef -. 1996 rok ślub. Owocem naszej miłości są trzy córki Ola, Julia i Magdalena. Ania dziś jest kierowniczka świetlicy środowiskowej w Dziwnowie, a ja doglądam naszego stada.
Tak upłynęły nam dwa tygodnie – na rozmowach, spotkaniach, spożywaniu i degustacji morskich potraw oraz trunków w malowniczej polskiej nadmorskiej miejscowości o nazwie Dziwnów i jej okolicach. Mąż mój codziennie spacerował wzdłuż brzegów morza, ja wdychałam morską bryzę i cieszyłam się wstając rano słuchając szumu fal.
Aleksandra Dankowiakowska–Korman











Komentarze
Lato w Dziwnowie i nie tylko — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>