Miejsca szczęśliwe
Kiedy zapytałam bliższych i dalszych znajomych o szeroko pojęte szczęście i czy wiążą je z konkretnymi miejscami Wrocławia z przyjemnością odpowiadali , a towarzyszył im zawsze lekki uśmiech na twarzy i były to wspomnienia młodzieńczych lat. Pomyślałam, a szkoda, czyżby młodość determinowała szczęście?
Ania była szefową i kierowała dużym zespołem. Pracowała przy Placu Solnym.
„ Wiesz codziennie rano robiłam mały obchód u naszych kwiaciarek. Pachnące stoiska, wiadra pełne róż i jakże modnych wówczas goździków. Nie zapomnę bukiecików maków i chabrów po 5 zł. To były urocze dowody pamięci i nie tylko. To jedno z moich szczęśliwych miejsc. Kolejnym była kawiarnia Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki przy placu Kościuszki. Kiedy skończyłam osiemnaście lat Ojciec mnie tam zabrał. Wiszące na specjalnych stelażach gazety polskie i międzynarodowe do wglądu czasopisma . Forum, Polityka miały wówczas wzięcie. I ten dym nikotynowy. Można było palić, a wypicie filiżanki małej czarnej było intelektualnym rytuałem czytających. Burda na zamówienie, prawie spod lady docierała do Pań, które szyły polskim dziewczynom młodszym i starszym najmodniejsze stroje zza żelaznej kurtyny.
Teraz mogę swobodnie o tym mówić, ale takim zakazanym miejscem przynoszącym upojenie młodych serc był Ostrów Tumski. Randki miałam około 22 drugiej. Był brunetem. Nie byliśmy tam jedyni. Uliczki Ostrowa widziały tulących się kochanków i nie przeszkadzała im w ogóle mieszcząca się tam siedziba Biskupa”.
Następnym moim interlokutorem był Andrzej. Jego miejsca szczęśliwe wiążą się z pierwsza miłością. „ Z Olą studiowaliśmy razem i codzienne spotkania rozpoczynały się w kawiarni Pod muzami przy Szewskiej. Studenci prawa, historii, nauk politycznych i etnografii zasiadali w rozłożystych fotelach kawiarni i rozpoczynały się dysputy. O czym myśmy wówczas nie rozmawiali? O wszystkim. Zapach tytoniu unosił się nad głowami, głównie z papierosów Carmen. Czerwone paczki w kolorze wina leżały prawie na każdym stoliku. Do Muz wchodziło się po kilku schodach, w lewo wejście, szatnia, następnie w prawo szybko w głąb do wnętrza. Po kilku metrach uśmiechała się do nas stojąca z boku przy oknie grająca szafa. Słynna dziewiątka I love you, do you love me – utwór, który leciał każdego dnia po kilkanaście razy. Wystarczyło wrzucić pięć złotych, monetę z poszukiwanym dziś rybakiem, wówczas standardową. Ola czekała już na mnie i decyzja idziemy na wykłady czy nie?
Śniadania zazwyczaj jadaliśmy w restauracji hotelu Panorama na trzecim piętrze. Miejsce dla mnie szczęśliwe. Zapraszałem Olę na móżdżek na grzankach. Kelnerzy znali nas i witali wskazując wolny stolik. A następnie czytelnia przy Szajnochy. Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego i kilkugodzinne zapoznawanie się z tematami obowiązkowych lektur. Byłem zakochany po uszy i patrzyłem z uwielbieniem na czytającą Olę.
Wolny czas to działalność w Akademickim Centrum Kultury Pałacyk we Wrocławiu przy ulicy Kościuszki. Dyrektorem wówczas był Marek Chełmicki. Posiadanie legitymacji było niezwykłą nobilitacją. Mieliśmy pokój na parterze Pałacyku i wspieraliśmy performance artystów plastyków. I pierwsze piętro, a tam sala Lustrzana . Szczęśliwe nad wyraz miejsce mojego pokolenia. Na parkiecie panowało disco, za sprawą filmu Saterday Night Fever z Johen Travoltą i Olivią Nevton – John. Byliśmy z Olą na tym filmie w kinie Śląsk , dziś już go nie ma, zostało wbudowane z pomysłem w kompleks Capitolu.
A wracając myślami do sali Lustrzanej w Pałacyku to także Barry White i jego muzyka, która towarzyszyła naszym uniesieniom. Nosiłem Olę na barana. Jestem wysokim mężczyzną, ona wysoką kobietą, że nie spadliśmy ze schodów. Cóż młodość!
Francuzi mówią, ze zawsze wracamy do pierwszej miłości. Napisałem list do Oli wysyłając jej piosenkę Joe Dassina Indiańskie lato – podpisując to nasza młodość i byłem wtedy bardzo szczęśliwy”.
Zapewne nasze Czytelniczki i Czytelnicy mają własne miejsca we Wrocławiu wprawiające ich emocje w stan radości, pełnię szczęścia i towarzyszący uśmiech na twarzy. Proszę oddajcie się teraz wspomnieniom, a może pospacerujcie w te miejsca, by przeżyć raz niepowtarzalne chwile. Mamy przecież lato.
Powodzenia
Aleksandra Dankowiakowska – Korman
lipiec 2026 r.


Komentarze
Miejsca szczęśliwe — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>