Odnaleziono w archiwach prywatne listy Alberta Einsteina do Marii Skłodowskiej-Curie
„Pani Curie jest spośród wszystkich sławnych osób jedyną, której sława się nie zepsuła”, albo „Koleżeńska relacja, która łączyła mnie z tą cudowną kobietą przez tyle lat, jest jedną z najlepszych i najpiękniejszych rzeczy w moim życiu”.
Pierwszy fragment listu Alberta Einsteina do Marii Skłodowskiej-Curie pochodzi z 1920 roku, drugi z 1930 roku. Twórca ogólnej teorii względności pisał do naszej noblistki listy na maszynie po niemiecku. Skłodowska-Curie odwzajemniała się epistołami pisanymi ręcznie po francusku. Czy były to listy miłosne? No raczej nie. „Drogi Panie Einstein. Jestem z tych, którzy wierzą, iż nauka jest czymś bardzo pięknym. Uczony jest w swojej pracowni nie tylko technikiem, lecz również dzieckiem wpatrzonym w zjawiska przyrody, wzruszające jak baśń czarodziejska”. To list naszej uczonej do Einsteina z 1922 roku.
Dr Ewie Łabno-Fałęckiej z Fundacji Rozwoju Edukacji i Przemysłu zeszło kilka lat, zanim z pomocą wielu osób zaczęła realizować projekt książkowego upublicznienia 25 listów pisanych do siebie przez dwóch wielkich naukowców i odkrywców w latach 1911-1932. Okazało się, że Einstein pisał w ogóle dziennie osiem listów, Skłodowska trochę mniej w tym samym czasie. Wszystkie 80 tysięcy listów Einsteina są uporządkowane i posegregowane w Jerozolimie. Listy Marii Skłodowskiej-Curie znajdują się w różnych miejscach Europy i świata. Ich kwerenda była żmudna a ponadto długo nie mogły być ruszane, bo promieniowały.
Maria i Albert poznali się w 1909 roku na obchodach 350-lecia Uniwersytetu Genewskiego. Starsza od Alberta o 11 lat warszawianka była już po pierwszym Noblu z fizyki a przede wszystkim po dwóch odkryciach pierwiastków radioaktywnych polonu (Po) i radu (Ra) razem z Piotrem Curie. Albert Einstein zasłynął w 1905 roku ustanowieniem równości masy i energii wyrażonej wzorem E równa mc2. Bliżej jednak zaprzyjaźnili się dwa lata później po słynnym brukselskim spotkaniu naukowców u przemysłowca Ernsta Solvaya. Maria Skłodowska-Curie była jedyną kobietą uczestniczącą w tych obradach a już objęła katedrę po zmarłym Piotrze Curie, no i była pierwszą kobietą profesorem na Sorbonie. Z determinacją napisała do rektora Politechniki w Zurychu, by ten niezwłocznie zatrudnił Przyjaciela-Żyda: „W Brukseli, gdzie uczestniczyłam w kongresie naukowym, na którym był również Einstein, mogłam docenić błyskotliwość jego umysłu, zakres dokumentacji i rozległość wiedzy. Zważywszy, że Einstein jest jeszcze bardzo młody, zasadne jest pokładanie w nim ogromnych nadziei i postrzeganie go jako jednego z czołowych teoretyków przyszłości. Myślę, że instytucja naukowa, która dałaby Einsteinowi niezbędne dlań środki do pracy, powołując go na istniejące stanowisko czy też stwarzając nowe na warunkach, na jakie zasługuje, będzie poważana za taką decyzję i z pewnością wyświadczy wielką przysługę nauce”.
Einstein wnet mógł się zrewanżować 44-letniej wdowie po napaściach ówczesnych pismaków paryskich za to, że rozpoczęła romans z fizykiem Paulem Langevinem, mężem i ojcem czworga dzieci. „Jestem przekonany, że będzie Pani zawsze gardziła tym motłochem, niezależnie od tego, czy udaje szacunek, czy też próbuje zaspokoić swoją rządzę sensacji Pani kosztem! Czuję się w obowiązku wyrazić mój podziw dla Pani ducha, energii i uczciwości i powiedzieć, jak wielkie miałem szczęście mogąc poznać Panią osobiście w Brukseli” – napisał Einstein.
Na obelgi kierowane pod adresem Marii Skłodowskiej-Curie typu „cudzoziemka, złodziejka mężów” (jakby morale pruderyjnego w tym czasie Paryża były inne) zareagował nawet Stockholm. Svanteg Arrhenius, członek Szwedzkiej Akademii Nauk, 10 dni przed kolejnym Noblem napisał: „Dotarły do nas kopie przypisywanego Pani listu, który został opublikowany w prasie francuskiej. Zapytałem kilku kolegów, co ich zdaniem należy uczynić w tej sytuacji… Wszyscy koledzy stwierdzili, że lepiej byłoby, gdyby Pani nie przyjeżdżała 10 grudnia… po Nagrodę Nobla…” Sam Langevin stwierdził, że romans był wymysłem prasy.
Po zakończeniu I wojny światowej Skłodowska-Curie drugi raz uwiodła Einsteina. Chociaż nie bardzo chciał, zaprosiła do Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów. Na jej bazie powstało później UNESCO. W roku 1937 – już po śmierci Marii – napisał do jej córki Ewy: „Wypisałem się z Ligi, gdy poczułem zbliżającą się nową wojnę. Z Pani Matką we wszystkim rozumieliśmy się tak dobrze i często czułem, że jej stosunek do życia ludzkiego był głębszy i prawdziwszy niż mój”.
„Opublikowanie po raz pierwszy korespondencji Marii Skłodowskiej-Curie z Albertem Einsteinem to wydarzenie przełomowe. Ze szczególnym wzruszeniem czytamy te listy wymieniane na przestrzeni lat od 1911 do 1932.(…) Listy te świadczą o całkowitym zaufaniu, jakim darzyli się Maria Skłodowskiej-Curie i Albert Einstein, o wzajemnym szacunku, a jeszcze bardziej o głębokiej przyjaźni, która połączyła te dwie wyjątkowe osobowości”. – napisali prof.Helène Longevin-Joliot, prof. Pierre Joliot (wnuki Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie, dzieci Ireny Joliot-Curie i Friedricha Joliot).
Engelbert Miś.
120 stronicowe dzieło pn. „Listy” zaprezentowano 27 maja br. w Ossolineum. Artystycznie zredagowana książka jest do nabycia w Fundacji Rozwoju Edukacji dla Przemysłu względnie w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.





Komentarze
Odnaleziono w archiwach prywatne listy Alberta Einsteina do Marii Skłodowskiej-Curie — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>