Małgosia i Mateusz – 4 czerwca 2026 r.
Zobaczyli się po raz pierwszy na Mazurach trzy lata temu. Oboje byli uczestnikami żeglarskiego teamu, chociaż płynęli na oddzielnych łódkach. On mający stopień sternika z konkretnymi zadaniami do wykonania, ona jako turystka z obowiązkami przeznaczonymi właśnie dla tej grupy uczestniczek, po raz pierwszy w życiu stanęła swoją stopą na żaglówce.
„Byłam z koleżanką – mówi Małgosia – przyjęłyśmy zaproszenie mojego kuzyna, szefa całej wyprawy i lekko podszyte strachem, a jednocześnie pragnące poznać arkana tej formy wypoczynku dałyśmy się porwać całkowicie emocjom”. Kiedy zawitali do portu Mateusz zszedł ze swojej żaglówki i dołączył do damskiego duetu. Wpadła mu w oko „porcelanowa blondynka” o imieniu Małgosia. I tak w kolejnych portach, kiedy schodzili na ląd zawsze im towarzyszył.
Po tej wyprawie przyjechał do Wrocławia, by pomóc ogarnąć od strony technicznej stoisko piwne podczas festiwalu na stadionie Tarczyński Arena. „Koleżanka Ewa zajmuje się dystrybucją czeskich kosmetyków na bazie piwa – dodaje Małgosia – Mateusz bardzo mi wtedy zaimponował swoją szybkością. Jest informatykiem i jego pomoc w dobrze działającym pod tym względem stoisku wypadła celująco”. Zaczęły się romantyczne przyjazdy i spotkania. Mateusz na co dzień mieszka i pracuje w Krakowie, ale czego się nie robi dla miłości.
Kiedy Pana Mateusza spotkałam po raz pierwszy od razu widać było, że Małgosia to ukochana osoba. Poznaliśmy się w jej gabinecie, jest kosmetologiem i on pomagał jej w uruchamianiu dróg komunikacyjnych. Dużo mówił, że musi koniecznie iść zaraz zrobić zakupy w warzywniaku. Małgosia lubi zupy i nie ma czasu zająć się kuchnią, dlatego on teraz przygotuje obiad. I najważniejsze. Widziałam, jak ona patrzy na niego i jak on odwzajemnia to uczucie o mało nie mdlejąc z miłości. To był piękny widok, którego stop klatkę mam do dziś przed oczami.
Małgosia połknęła bakcyla żeglarstwa i od tej pory urlopy spędzają wspólnie na łódkach. Dowódcą jest zawsze kuzyn – kapitan żeglugi morskiej, a ona u boku sternika Mateusza. W ubiegłym roku opłynęli Sycylię. Kilkakrotnie przypadła jej nawet nocna wachta.
„Proszę sobie wyobrazić – stwierdza Małgosia – że kuchnia nie była moją mocną stroną. Postanowiłam to zmienić. I zaczęłam dla swojego mężczyzny przygotowywać różne dania. Wołowa solanka staje się pomału moją specjalnością i Mateusz bardzo ją lubi”.
Na weekendy często wyjeżdżają do wód – termy polskie na południu czy w Słowacji, oddają się w pełni relaksowi podziwiając naturę wokół. Kiedy Małgosia odwiedza Kraków to chodzą na Zakrzówek z przepięknym widokiem na przyrodę. Poznała bliskich Mateusza, jego kolegów Ryśka i Sławka, a także Basię. Pragną być razem do końca. Zadecydowali. Ślub i małżeństwo. Wszystko zgodnie i porządnie. Odbyły się zaręczyny, wizyty w domach Rodziców. Teraz wieczory panieński i kawalerski. Sakramentalne tak wypowiedzą w kościele parafialnym na wrocławskich Bielanach.
4 czerwca – znamienita data. Na dodatek w tym roku to także Boże Ciało – jedna z najważniejszych katolickich uroczystości w kalendarzu liturgicznym.
A dla Małgosi i Mateusza początek nowego etapu życia. Dla dojrzałych Polaków rocznica początków III Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej – 37 lat temu w wolnych wyborach rozpoczęliśmy drogę ku polskiej demokracji. Wtedy na świecie nie było Małgosi i Mateusza. Jakich mam użyć słów i argumentów, aby dotrzeć do serc tych młodych, którzy nie znają innej Polski – Ojczyzny, która rządziła się innymi prawami, a panujące zasady determinowały ustalony w Jałcie w 1945 roku powojenny porządek świata.
Drogie Czytelniczki i Czytelnicy przekażmy sobie dziś znak pokoju. Teraz – kiedy tragedie wojny w Ukrainie, sytuacje na Bliskim Wschodzie stanowią konglomerat zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa. Budujmy tak, jak |Małgosia i Mateusz wspólny dom w bliskości naszych serc.
Z szacunkiem
Aleksandra Dankowiakowska–Korman
czerwiec 2026 r.







Piękna historia i super przesłanie…