Kulisy opolskich festiwali piosenek
A zaczęło się od legendarnego Kisiela, który mego kolegę Jasia, namiętnego czytelnika jego antykomunistycznych felietonów, zaprosił na kielicha do znanej ze skandali opolskiej kawiarni „Bajka”. Stefan Kisielewski był przewodniczącym jury I Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w roku 1963. Powiedział nam wtedy: – Wziąłem już honorarium, więc muszę odrobić swoją dolę, ale powiem wam chłopaki, że wdepnąłem w wielkie nieodwołalne gówno. Nawet poprzez piosenkę nie można w Polsce swobodnie wyrażać swoich uczuć.
Na drugim KFPP Stefan Kisielewski już się nie pojawił, chociaż akredytowani żurnaliści cały czas przypominali młodszym dziennikarzom, iż to dzięki niemu Ewa Demarczyk dostała w 1963 pierwszą nagrodę za trzy piosenki „Karuzela z Madonnami” (słowa Miron Białoszewski), „Czarne anioły” (słowa Wiesław Dymny) i „Taki pejzaż” (słowa Andrzej Bursa). Muzykę do tych utworów skomponował Zygmunt Konieczny.
Nie było Kisiela, ale każdy z żurnalistów miał w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych swoje skrzynki kontaktowe i jak bracia dzieliliśmy się zakulisowymi informacjami. Ja bardzo dobrze znałem Karola Musioła, gospodarza miasta Opola i de facto budowniczego amfiteatru a przede wszystkim sprytnego organizatora festiwali. Znałem Huberta Skrzypca, technika dyplomowanego poczty i telekomunikacji opolskiej. Hubert z swoimi ludźmi kontrolował przez cztery doby trwania prób i koncertów użyteczność i napięcia wszystkich urządzeń elektrycznych, aby wszystkie transmisje szły na całą Polskę bez zarzutów. Hubert miał bezpośrednie połączenia z komitetem wojewódzkim i centralnym (np. z ministrem Józefem Tejchmą, który w tym ostatnim przybytku urzędował). Do namiociku krajana Huberta mającego na oku wszystkie techniczne urządzenia często wpadał, gdy dzwonił komitet, zźajany Janusz Rzeszowski, wieloletni główny herszt czyli reżyser KFPP. Z jurorów żyjących całkiem dobrze się trzyma kompozytor i radiowiec opolski Edward Spyrka. Edward za wskazaniem Musioła od zawsze reprezentował region w jury festiwalu.
Prawdziwe hece były z kabareciarzami. W bardzo dużym poniemieckim mieszkaniu Jurka Bałabana, radiowca i publicysty telewizyjnego, na długachnej parkietowej podłodze rozłożono w rzędach dla cenzorów kartki z treściami kabaretowymi, które wykonawcy prezentowali albo w małych szlakach Teatru Lalek albo w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Szło o to, by lud boży nie oglądał w telewizji aluzyjnych krytyk w wykonaniu Aliny Janowskiej, Jacka Fedorowicza, Magdy Umer, duetu Man-Materna, Janusza Rewińskiego, Jana Pietrzaka, nawet Zenona Laskowika występującego razem z Bogdanem Smoleniem. No chyba, że nastąpiła zgoda na puszczenie na scenę amfiteatru w głównym koncercie „Mikrofon i Ekran” dwóch uległych towarzyszom cenzorom kabareciarzy. Zasadniczo w tamtych ponurych latach kabareciarze trzymali się razem; wszyscy próbowali być przeciwko. Wracając do tych „fiszek” leżących w rzędach na parkiecie u Bałabana, cenzor gdy przeczytał odpowiadający mu ideologicznie dany tekst, stawiał przy nim zielony krzyżyk. My młodzi dziennikarze mieliśmy w rękach takie same rysiki z zielonym kolorem, no i kartkę z tekstem niezauważalnie zmienialiśmy. Na próbie autor wykonywał tekst cenzora, a już przed kamerą zaśpiewał tekst pierwotny.
O kulisach festiwali opolskich, na przykład zachowaniach artystów, przekupstwa przy głosowaniach, zwichnionych karierach artystów i pseudo artystów, można napisać książkę. Tylko kto w dobie algorytmów i wdzierającej się AI także w rozrywkę piosenkarską tego się podejmie?
Engelbert Miś
Fot.: Wikipedia






Komentarze
Kulisy opolskich festiwali piosenek — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>