Złote dyplomy dla absolwentów weterynarii na 50-lecie ukończenia studiów – Serca dla zwierząt
Jedni po 11 semestrach wcale niełatwych studiów znaleźli pracę w lecznicach lub laboratoriach, kolejni w administracji publicznej względnie w inspektoratach, czasem w spółdzielniach produkcyjnych lub pegeerach, inni, którym chciało się pracować naukowo, dostali etaty w uczelniach.
Uroczystość 50-lecia absolutorium – związana ze studiowaniem w latach 1970-1976 najpierw w Wyższej Szkole Rolniczej a później Akademii Rolniczej we Wrocławiu – miała kilka symbolicznych akcentów. 6 czerwca 2026 roku w sali wykładowej Katedry i Kliniki Chirurgii Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego jubileuszowe Złote Dyplomy wzmocnione ekstra wydaną „Złotą Księgą” odebrało 45 absolwentów. W uroczystości uczestniczyli: rektor UP prof. dr hab. dr hon. causa Krzysztof Kubiak, dziekan wydziału medycyny weterynaryjnej prof. dr hab. Stanisław Dzimira prowadzący całą uroczystość i pani prodziekan wydziału prof. dr hab. Bożena Króliczewska. Z grona 114 absolwentów rocznika studenckiego 1970-1976 – 38 lekarzy weterynarii umarło.
Glosa o praktykach
Chodził za mną w auli i poza nią od samego początku. Chyba z żoną i wnukami. – Ja Michalis Ioannou pochodzę z Cypru. Moim koleżankom i kolegom, z którymi tutaj studiowaniem, zorganizowałem w 2002 roku tak zwany „zjazd marzeń” na mojej kochanej wyspie Cypr, przedstawił się. – Te dzieci to Pańskie wnuki? – Tak, chłopak też Michalis, a wnuczka Michaela. – A ja pytam tutaj absolwentów, jakie zwierzątka mają w swoich domach; jakby pan odpowiedział na to pytanie? – Ooo, ja mam trzodę chlewną, owce, krowy, byki, króliki, perliczki, bażanty, duże własne gospodarstwo na Cyprze!
Ciekawie praktyki medyczne przeprowadził dr Wojciech Korzinek z rodziny lwowskich lekarzy. Był, jak napisał w „Złotej Księdze” pierwszym weterynarzem w Krakowie, który w ekstremalnych warunkach, bo na zamkniętej klapie fortepianu stojącym w XIX- wiecznym dworku, złożył otwarte złamanie przedniej kończyny źrebaka, którego potem na tym instrumencie leczył. Dr Korzinek przywrócił także w plenerze sprawność złamanej nogi bociana używając przeciętego wzdłuż bambusowego kijka do nart. Ponadto raz wystawił L4 dla kangura w cyrku.
Zupełnie czymś innym zajmował się po studiach Henryk Kroll rodem z Gogolina. Króciutko praktykował jako lekarz weterynarii w Strzelcach Opolskich, nieco dłużej był kierownikiem fermy w RSP w Obrowcu. A już w latach 1988-1989 włączył się w prace organizacyjne zmierzające do legalizacji Mniejszości Niemieckiej. Pomógł swemu ojcu Johannowi, liderowi ruchu, w rejestracji najpierw Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej, następne Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim w 1990 roku. Jego aktywność społeczna została doceniona, od 1991 przez kolejnych pięć kadencji reprezentował mniejszość niemiecką w Sejmie RP. Dodatkowo w okresie od 1993 do 1997 uczestniczył w pracach Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Długo pełnił funkcję przewodniczącego Koła Parlamentarnego Mniejszości Niemieckiej oraz wiceprzewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych. Był członkiem Komisji Spraw Zagranicznych oraz członkiem Komisji Europejskiej, także członkiem Narodowej Rady Integracji Europejskiej i w latach 2002-2004 członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. Jeszcze przewodniczył podkomisji do spraw formowania Ustawy o Mniejszościach Narodowych i Etnicznych oraz Języku Regionalnym. Na polu regionalnym był od 1991 do 2008 roku przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim, a w latach 2005-2009 przewodniczącym całego Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych (VdG). Za swoją pracę na rzecz pojednania narodowego zarząd krajowy Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Społecznego „Misja Pojednania” odznaczył Henryka Krolla Komandorią Missio Reconciliationis. W roku 2012 otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi, a 2021 roku odebrał Krzyż Zasługi na Wstędze Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec, nadany za wyjątkowe zasługi dla państwa i obywateli, w tym za osiągnięcia w polityce, gospodarce, nauce, kulturze oraz działalności społecznej i charytatywnej promującej porozumienie polsko-niemieckie.
Czesław Cyrul z miejscowości podlubańskiej Zapusta, mój dziennikarski kolega, okazał się również Złotym Absolwentem weterynarii wrocławskiej. Podobnie jak Kroll krótko pracował w weterynarii, potem działał, jak byśmy to określili, w polityce. Na przykład w roku 1990 został we Wrocławiu przewodniczącym Rady Wojewódzkiej Socjaldemokracji RP oraz dyrektorem biura poselskiego i senatorskiego lewicy w regionie. I wtedy dużo pisał i drukował. Był dwukrotnie wiceprezesem Radia Wrocław, dwukrotnie radnym Sejmiku Dolnośląskiego. Obecnie ponownie jest powołany przez Radę Mediów Narodowych na członka Rady Programowej Radia Wrocław na lata 2025-2029.
Rozpędziłem się, jakbym nie zauważył kobiet w Złotym Gronie Absolwentów. Na licznych okolicznościowych zdjęciach wyróżnia się Grażyna Kneblewska z domu Misztal. Mąż pani Grażyny Piotr Kneblewski (starosta roku!) bardzo napracował się przy organizacji 50-lecia. A pani doktor Grażyna, jak chyba nikt inny, całą pracę zawodową realizowała w jednym miejscu, mianowicie w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej w Poznaniu (od 1976-2015). W tym czasie pracowała w pracowni diagnostyki mastitis (choroba krów mlecznych polegająca na zapaleniu gruczołu mlekowego), dermatologii i mykologii, też wirusologii. Dzięki niej pracownia wyposażona została w sprzęt pracujący zgodnie ze standardami Unii Europejskiej. Zaangażowana w pracach Związku Hodowców Kotów Rasowych w Poznaniu stała się właścicielką rudego pręgowanego kota perskiego i została zdobywczynią wielu międzynarodowych wyróżnień.
Naukowcy i felietoniści
Jedni zostali po studiach w macierzystej uczelni, inni robili doktoraty i habilitacje w placówkach, gdzie także mogli się rozwijać naukowo, a przede mieli możliwości badawcze. Prof. dr hab. Stanisław Graczyk po odbyciu półrocznego stażu zawodowego w WZWet. Poznań (w Oddziale Terenowym w Śremie) podjął pracę w Zakładzie Fizjopatologii Instytutu Nauk Fizjologicznych Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Na macierzystym Wydziale przeszedł na wszystkie szczeble kariery naukowo-dydaktycznej od stopnia asystenta poprzez adiunkta, do profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego. Rozprawa habilitacyjna profesora Traczyka nosiła tytuł „Wpływ bursektomii, tymektomii i surowic antylimfocytarnych na reaktywność struktur limfatycznych śledziony u kurcząt”. W roku 1999 opracował program i przejął prowadzenie przedmiotu w uczelni pn. „Ochrona radiologiczna”. Ale głównym obszarem badawczym były zagadnienia dotyczące dojrzewania i funkcjonowania układu limfatycznego ptaków, zwłaszcza wpływu dojrzałości centralnych narządów limfatycznych (grasicy i torby Fabrycjusza) na aktywność wybranych enzymów i organelli w limfocytach krwi. Dla laika ważne, iż profesor zajmował się zaburzeniami ustrojowymi u zwierząt. Profesora Stanisława Graczyka nie tylko pochłonęła nauka, ale i wypady w góry, książki, muzyka poważna, wcześniej kabarety (występy Andrzeja Waligórskiego, Ewy Bem, saksofonisty jazzowego Włodzimierza Nahornego); ulubionym wypoczynkiem pozostała, jak przykładowo także mnie, jazda rowerem.
„Przeszło, nie minęło” – tak swoje wspomnienie zatytułował Jerzy Falkowski, który dłuższą część swego życia spędza w USA (od 1981 roku). Zawodowo powiodło się doktorowi zza oceanem całkiem dobrze, ale ja chciałbym o czym innym napisać, odkryłem mianowicie w osobie Pana Doktora duszę felietonisty. Jerzy Falkowski w swoim tekście przypomniał praktykę zawodową w ówczesnym Leningradzie po czwartym roku studiów. Oto próbka: „Pytam moich wycieczkowiczów, co oni zabierają do tej Rosji, okazało się, że jakieś kapy, damskie majtki i riesinki”. Pytam, co to takiego, Gibbon że to prezerwatywy. Zdziwiłem się, bo Germańce nie tak znowu dawno wybili miliony mężczyzn, zostały małolaty i cała masa żenszczyzn, to po co im prezerwatywy, mają nadrobić populację, bo ta ich cała planowana industrializacja pójdzie w kanał. W końcu mamuśka znalazła w jakimś GS-ie dwie kapy w przedziwne tureckie wzory i jeszcze w dziwniejsze bohomazy, Renę wysłałem na połów fikuśnych majtek, trochę opierała się, to ty jedziesz na praktykę czy do burdelu, ale kupiła chyba z tuzin czy dwa, nie liczyłem. „Riesinki” kupiłem w dwóch kioskach, wszystkie jakie mieli, w jednym sprzedawczyni uśmiechała się znacząco, to pan tego nie przeżyje. Wpadłem jeszcze do Peweksu po „rifle”, kupiłem jedną parę za 12 dolców, niech ruski zobaczą, jacy my jesteśmy pro-zachodni. Jedziemy!”
Dziesiątek mniej lub bardziej zabawnych i ciepłych wspomnień innych absolwentów nie będę przytaczał. One także, ale przede wszystkim te bezpośrednie spotkania 45 doktorów weterynarii przybyłych 6 czerwca A.D. 2026 do sali wykładowej ich Alma Mater, wywołały łzy wzruszenia. Proszono mnie, bym w imieniu organizatorów 50-lecia podziękował za dofinansowanie „Złotej Księgi” Wielkopolskiej Izbie Lekarsko -Weterynaryjnej i Dolnośląskiej Izbie Lekarsko – Weterynaryjnej.
Engelbert Miś







Komentarze
Złote dyplomy dla absolwentów weterynarii na 50-lecie ukończenia studiów – Serca dla zwierząt — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>