Maszerowałem z Wańkowiczem do Żelechowa na grób Józefa Chełmońskiego
Podczas moich studiów dziennikarskich oraz uzupełniających wiedzę ogólną cotygodniowych weekendów spędzanych w Ojrzanowie miałem okazje do spotkań z takimi tuzami żurnalistyki, jak Ryszard Kapuściński, Mieczysław Franciszek Rakowski, Melchior Wańkowicz. Po spotkaniu z autorem „Na tropach Smętka” wybraliśmy się z bukiecikami chabrów do pobliskiego Żelechowa na grób Józefa Chełmońskiego.
Przypomniałem sobie o tym osobliwym epizodzie mego życia dokładnie dziś podczas czytania o mistrzu tak zwanej biografii totalnej, której niezrównany korespondent wojenny wcześniej po prostu nie miał. Tytuł liczącego osiemset stronic dzieła autorstwa Łukasza Garbała brzmi „Wańkowicz życie na kraterze”. Redakcyjny kolega Mieczysław Kurzyna (porucznik „Miecz” w Powstaniu Warszawskim), zadekretował: – Weźmiesz pana Melchiora pod ramię i ostrożnie zaprowadzisz na grób Chełmońskiego. Kto nie skorzystałby z takiej okazji! – Panie Melchiorze, major Jerzy Faliszewski mówił nam tydzień temu o brawurowej niepotrzebnej rzezi Polaków pod Monte Cassino; duma nas poniosła, nietrafne rozkazy, po co tak spieszyliśmy się w marszu na klasztor? Ku mojemu zdumieniu Wańkowicz zatrzymał się i stanowczym głosem stwierdził: – Rzeczywiście nie tak to musiało być, niepotrzebnie tylu zginęło naszych chłopców. Zresztą pan wie, Polacy w sytuacjach ekstremalnych wciąż popełniają te same błędy, zwłaszcza na polach walk – usłyszałam.
Dzieło Łukasza Garbała, poza znanymi faktami związanymi z polskim ziemiaństwem na Białorusi, barwnie charakteryzuje rodzinne Kałużyce, ojczyznę Wańkowicza, do której do końca swego życia wraca w myślach, chociaż nigdy już fizycznie od czasu zabrania mu tej ojczyzny przez reżim nie wróci.
Dla mnie książka o Wańkowiczu jest pewnego rodzaju zbiorem specyficznych didaskaliów w potocznym tego słowa znaczeniu. Poruszającą księgą o faktach i mitach, o pół prawdach, plotkach i zmyśleniach. Proszę pomyśleć: autor „Karafki La Fontaine’a” od zawsze uważał, iż zależność Polski od Sowietów nie jest, jak powszechnie twierdzono, stanem przejściowym, lecz stałym. Gdy po długiej tułaczce po świecie skłaniał się do przyjazdu do kraju, obawiał się, czy uda mu się z PRL jeszcze wydostać, gdyby musiał. Wtedy podjął starania o obywatelstwo amerykańskie, o które wcześniej w ogóle nie zabiegał. Autor książki o Monte Cassino uchodził za człowieka nieustraszonego, ale gdy w pismach komunistycznych nie stąd nie zowąd zaczęły się ukazywać złośliwe teksty, np. jakoby Fundusz Społeczny Wojska Polskiego wypłacił mistrzowi za powyższe dzieło dziesięć tysięcy funtów, przestraszył się. Podobno nawet Czesław Miłosz dał się nabrać na tę prowokację. Tylko Gustaw Herling-Grudziński wyczuł ten podstęp wiedząc, że w domku Erdmanów pod Londynem, gdzie mieszkał Melchior z żoną Zofią, „bieda niemal piszczy, choć rankiem słychać pianie koguta”. Tak, tak, Wańkowiczowie faktycznie hodowali kury. W międzyczasie w dwójkę, ale najczęściej w pojedynkę podróżowali do Stanów, do Niemiec, do Włoch.
Gdy umarł Stalin, potem Bierut „różniści przyjaciele i pół przyjaciele”, jak ich nazywał, zaczęli namawiać do powrotu do kraju. Ale od 1956 roku zacznie się prawdziwe instrumentalizowanie twórczości Wańkowicza. Wrota cenzury otworzyli właśnie puławianie w stosunku do pisarzy emigrantów, zwłaszcza do AK-owców. Autora „Ziela na kraterze” cenzura ścigała non stop. Z biegiem czasu ostrzej przeszła na całe środowisko dziennikarskie. Dziesięć lat później sam na własnej skórze, a właściwie we własnej kieszeni miałem podobne pustki. Funkcjonowały – przypominam ludziom młodszym – słynne zapisy cenzorskie, gdy za jedno zdanie „antypaństwowe” w „Słowie Powszechnym” przez miesiąc nie mogłem publikować żadnych swoich tekstów.
Wańkowicz często protestował przeciw manipulowaniu zbiorową pamięcią przez wybiórcze prezentowanie historii Polski na korzyść władzy. Czy w obecnej rzeczywistości nie próbują nami manipulować inni?
W 1956 Melchior Wańkowicz pisał do Jerzego Giedroycia: „Przyjdzie czas, kiedy trzeba będzie zapłacić za wszystko, co mi dał przyjazd przede wszystkim moralnie i materialnie. Oceniłem, że chyba przyszedł taki czas. Uważam, że powinienem przemówić na Zjeździe literatów, co będzie oznaczało mój koniec, bo nie będę już mógł w ogóle pisać ani wydawać”. Wańkowicz jest jednym z liderów protestu 34. Kilkanaście dni później wraz z Antonim Słonimskim, Pawłem Jasienicą i Anną Kowalską przyjechał do Marki Dąbrowskiej na naradę, która dotyczyła jej najbliższego spotkania z Władysławem Gomułką. Zresztą 8 stycznia 1956 roku Wańkowicz sam rozmawiał z Gomułką. Niewiele to dało, rozdziały felietonów „Zupy na gwoździu” cenzura i tak blokowała. Postępowała też choroba mistrza. Po śmierci żony Zofii przechodzi załamanie. Jeszcze pomaga mu składać teksty przy sławnej złotej filiżaneczce kawy researcherka Aleksandra Żółkiewska i córka Marta. Sławny skądinąd pułkownik Ciastoń nawet nie chciał uroczystego pochówku Melchiora Wańkowicza. Wypędzono ludzi spod archikatedry warszawskiej, pod którą i w środku zgromadziło się pięć tysięcy osób. Minister kultury Józef Tejchma w swoim dzienniku notował: „różni ludzie zlatują się do trupa Wańkowicza po łupy finansowe i polityczne”.
Nota od autora Łukasza Garbała: „Urodzony pod koniec XIX wieku widział, jak dawny świąt bezpowrotnie znika – a potem obserwował to znów i znów, kiedy przetoczyły się kolejne burze. Za każdym razem jednak potrafił odnaleźć się w zmienionej rzeczywistości. Był człowiekiem zaskakująco nowoczesnym. W dwudziestoleciu ostrzegał przed wojną hybrydową i apelował o wykorzystanie soft power na wschodnich rubieżach kraju. Dostrzegał zagrożenie płynące z dezinformacji, choć sam wykorzystywał ją w kampaniach marketingowych („Cukier krzepi”). Nieustannie kreował własny wizerunek, starannie dawkując fakty z prywatnego życia.
ENGELBERT MIŚ







Komentarze
Maszerowałem z Wańkowiczem do Żelechowa na grób Józefa Chełmońskiego — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>