Cesarski Instytut Fritza Habera
Niedawno na łamach portalu „Słowo Polskie” redaktor Engelbert Miś dokonał weryfikacji wrocławskich noblistów, spośród domniemanych dziesięciu ostało się jedynie czterech. Wśród ocalałych znalazł się wrocławianin z urodzenia prof. Fritz Haber. Trzeba od razu zaznaczyć, że jest to postać niezwykle kontrowersyjna, a wręcz u wielu ludzi budząca niechęć czy nawet odrazę. Tak się składa, że przed laty pisałem artykuł na jego temat, a obecnie udało mi się go odszukać, postanowiłem więc opublikować ten tekst.
W Berlińskiej dzielnicy Dahlem, już od ponad stu kilkunastu lat istnieje pewien zakład naukowy, oprócz kart pełnych chwały ma też i inne, bardzo mroczne i wręcz przerażające.
Fritz Haber, z pochodzenia był wrocławianinem, urodził się bowiem w dawnym Breslau 9 grudnia 1868 roku w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec był dobrze prosperującym kupcem zajmującym się farmaceutyką i barwnikami, matka zaś zmarła przy jego porodzie. Już od wczesnej młodości interesował się chemią i mimo, że ojciec chciał, aby przejął i dalej rozwijał jego przedsiębiorstwo handlowe, to Fritz był jednak bardzo ukierunkowany na karierę naukową. Dużą rolę w jego rozwoju intelektualnym odegrał jego wuj Hermann, z przekonania liberał, który był wydawcą jednej z wrocławskich gazet, i dzięki któremu Fritz poznawał świat polityki. Kiedy siostrzeniec zaczął rozwijać swoje zainteresowania chemią, wuj Hermann udostępnił mu część swojego mieszkania na laboratorium. Jego ojciec nie był zachwycony zainteresowaniami syna, ale Fritz był bardzo zdecydowany co zamierza robić w swoim życiu i dzięki pomocy wuja, w roku 1886, wyjechał do Berlina, gdzie wstąpił na Friedrich-Wilhelms-Universität, obecnie Uniwersytet Humboldtów w Berlinie (Humboldt-Universität zu Berlin ), aby studiować chemię i fizykę, uczęszczał tam na wykłady, tak wybitnego uczonego jakim był wówczas August Wilhelm von Hoffmann.
Po zaliczeniu pierwszego semestru przeniósł się jednak na uniwersytet do Heidelbergu, do profesora Roberta Wilhelma Bunsena. W latach 1888-1889 przerwał studia i rozpoczął roczną służbę wojskową we Wrocławiu w pułku artylerii, niestety z powodu swojego żydowskiego pochodzenia nie uzyskał stopnia oficerskiego, a nie zgodził się na przejście na chrześcijaństwo. To niepowodzenie będące wynikiem dyskryminacji, było zapewne przyczyną, że w roku 1892 postanowił jednak przejść na protestantyzm, przypuszczalnie zdawał sobie sprawę, że taki akt nietolerancji może spotkać go ponownie i zniweczyć jego ambicje jako przyszłego naukowca. Ze względu na powszechnie panujący w Niemczech antysemityzm, osoby o wyznaniu mojżeszowym były wykluczane ze służby państwowej i wielu innych możliwości awansu zawodowego. Niebawem przeniósł się ponownie do Berlina, a w roku 1891 obronił doktorat z chemii.. Następnie był związany z uczelniami w Zurichu i Karlsruhe. Jego zainteresowania skupiały się na katalitycznym tworzeniem amoniaku, i miały praktycznie olbrzymi wpływ na masową produkcję nawozów azotowych, co niewątpliwie wpłynęło na znaczny wzrost plonów w rolnictwie i w wielu regionach świata powstrzymanie plagi głodu. Bardzo szybko stał się uznanym autorytetem naukowym nie tylko w Niemczech, ale i poza swoim krajem.
Ale nie tylko tym zajmował się Fritz Haber, była i inna dziedzina jego zawodowych zainteresowań.
11 stycznia 1911 roku powstało w Berlinie z inicjatywy cesarza Niemiec, Towarzystwo Postępu im. Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gesellschaft zur Förderung der Wissenschaften). Towarzystwo to niebawem powołało do życia dwa instytuty badawcze. Jednym z nich był Instytut Chemii Fizycznej i Elektrochemii Cesarza Wilhelma (Keiser-Wilhelm-Institut für phisikalische Chemie und Elektrochemie), mieszczący się w berlińskiej dzielnicy Dalhem, a jego dyrektorem został właśnie Fritz Haber.
W tej nowej placówce Haber mógł rozwijać swoje zainteresowania naukowe, mając niewątpliwie doskonałe warunki do pracy.
Niedługo jednak skończył się pokój i nastał czas wojny. Niemiecki duch militaryzmu tryumfował, na ulice Berlina w sierpniu 1914 roku rozlał się prowojenny entuzjazm. Wszyscy byli przekonani, że wojna będzie krótka i zakończy się jeszcze jesienią „Nim liście spadną z drzew” jak powiedział swoim poddanym cesarz Wilhelm II. Stało się jednak inaczej, Niemcy musiały prowadzić wojnę na dwóch frontach: zachodnim z Francją i wschodnim z Rosją, to bardzo wyczerpywało armię niemiecką, a co najważniejsze poważnie naruszyło zapasy wojenne. Skutki pogorszenia zaopatrzenia wojennego spotęgowała jeszcze blokada niemieckich portów, sytuacja zaczęła stawać się dramatyczna, szczególnie odczuwalny był bark saletry sprowadzanej z Chile, nad Niemcami zaczęła wisieć groźba klęski.
Fritz Haber, który już w roku 1912 był po raz pierwszy nominowany do Nagrody Nobla z dziedziny chemii, zgłosił się na ochotnika jako doradca wojenny do spraw chemicznych i brał udział w pracach nad materiałami wybuchowymi, a w szczególności do prac nad syntezą substytutów do produkcji materiałów wybuchowych i strzelniczych, takich jak saletra, której dostawy zostały zablokowane przez Brytyjczyków, prace te zakończyły się dużym sukcesem i to dzięki nim wojna mogła trwać dłużej i mogło umierać dużo więcej ludzi. Haber uważał, że uczony w czasie pokoju ma służyć całemu światu, a w czasach wojny swojemu narodowi.
Niewątpliwie swoją wiedzę i doświadczenia jakie zdobył w czasie kariery naukowej zaczął w pełni świadomie wykorzystywać, stając się jednym z głównych twórców broni, której użycie było przestępstwem wojennym.
W 1899 roku wszystkie ważniejsze państwa Europy i świata podpisały w Hadze wspólną konwencję, która traktowała, w jaki sposób ma być prowadzona wojna, dokument ten zabraniał jednocześnie stosowania broni chemicznej. Trzeba przyznać, że większość z sygnatariuszy tej konwencji prowadziła potajemnie takie badania, były nimi i Niemcy.
Haber zdołał poznać pomysł profesora Hansa Tappena, który polegał na użyciu bromku ksylinu, który miał się znajdować w pocisku i z chwilą wybuchu roznosić trującą substancję. Jego zdaniem pomysł ten nie był zbyt praktyczny, a co najważniejsze bardzo drogi, co powodowało ograniczenie jego użycia w czasie działań wojennych, rozpoczął więc pracę nad innym rozwiązaniem, które było tańsze i bardziej skuteczne, czyli mogło szybciej i taniej zabić więcej żołnierzy.
Haberowi z pomocą przyszedł przypadek, jadąc kiedyś samochodem, na jednej z berlińskich ulic, auto zepsuło się. Kiedy jego kierowca starał się uruchomić je ponownie, uczony zaobserwował gęsty dym wydobywający się z rury wydechowej, to nasunęło mu pomysł, w jaki sposób powinien rozchodzić się śmiercionośny środek.
Pomysł szybko dotarł do władz wojskowych, postanowiono, że instytut kierowany przez Habera będzie pracował przede wszystkim dla potrzeb wojska. Budynki zakładu zostały otoczone drutami kolczastymi, wszędzie poustawiano posterunki wojskowe, zaczęto pracować nad produkcją śmiercionośnego gazu. Postanowiono, że funkcję zabójczego środka chemicznego będzie pełnił chlor.
Zaczęto przygotowywać się do pierwszych eksperymentów, w kwietniu 1915 roku na jednym z poligonów, przywiązano do słupów kilkadziesiąt psów i wypuszczono z butli gazowych śmiercionośny związek. Efekt był przerażający, zwierzęta w ciągu minuty skonały w potwornych męczarniach, Haber był zadowolony, eksperyment się powiódł, teraz przyszedł czas, aby jego wynalazek użyć przeciwko ludziom. Jego ekipa zaraz po tym eksperymencie wyjechała na front koło belgijskiego miasta Ypres. W tym kolejnym eksperymencie brało też udział trzech przyszłych niemieckich noblistów: James Franck (1982-1964), Gustaw Ludwig Hertz (1887-1975) i Otto Hahn (1879-1968).
24 kwietnia 1915 roku brytyjski dziennik „Daily Mail” opublikował relację swojego korespondenta wojennego:
Niemcy podpalili chlorek siarki, który umieścili przed własnymi okopami, powodując, że gęsta żółta chmura została zdmuchnięta w kierunku francuskich i belgijskich okopów. Chmura dymu posuwała się jak żółty niski murek, zabijając wszystkich, którzy wdychali trujące opary. Francuzi nie widzieli co się wokół nich dzieje, nie byli w stanie nic zobaczyć na odległość pół metra.
Ataki gazowe powtórzono niedługo jeszcze czterokrotnie, a ich efektem była śmierć około 10 000 żołnierzy francuskich, belgijskich, algierskich i kanadyjskich.
Pomiędzy państwami prowadzącymi tą obłąkaną wojnę rozpoczął się gazowy wyścig zbrojeń, wkrótce alianci wzięli na Niemcach odwet, stosując swój bardziej skuteczny gaz. Instytut Habera w Dahlem stał się szybko ogromną instytucją zatrudniającą prawie tysiąc pięćset osób i zajmującą się produkcją śmierci. Dokonywano kolejnych ataków gazowych, miedzy innymi w Rydze, pod Loos, wszędzie pojawiał się Fritz Haber i dokładnie oglądał skutki swojego wynalazku, zapisując spostrzeżenia, a w szczególności oglądając zwłoki poległych, aby zapisywać informacje o skutkach działania broni chemicznej, nie poczuwał się do żadnej moralnej odpowiedzialności i refleksji za to co robił.
Jego żona Clara, była zbyt wrażliwym człowiekiem, aby żyć z tak potwornymi obciążeniami psychicznymi, nie akceptowała tego co robił jej mąż i popełniła samobójstwo. Haber nie przejął się zbytnio śmiercią żony i na drugi dzień opuścił Berlin, aby udać się na front wschodni i nadzorować użycie gazu przeciwko żołnierzom rosyjskim.
W 1918 roku Fritz Haber dostąpił niezwykłego zaszczytu został laureatem Nagrody Nobla z dziedziny chemii.
W Instytucie w Dahlem opracowano również inny wynalazek, pierwotnie mający służyć do zwalczania insektów i pasożytów, który jednak został zastosowany przez hitlerowców do zupełnie czegoś innego, był nim gaz cyklon B, przy jego pomocy Niemcy mordowali setki tysięcy ludzi.
Profesor Fritz Haber, tak zasłużony dla niemieckiego militaryzmu, musiał opuścić Niemcy w roku 1933, po dojściu do władzy faszystów, wyjechał do Szwajcarii, gdzie rok później zmarł.
Ale to nie koniec złej sławy zakładu naukowego mieszczącego się w berlińskiej dzielnicy Dahlem, w czasie II wojny światowej prowadzono i koordynowano tam badania nad niemiecką bombą atomową, w maju 1945 roku, całą dokumentację przejęli radzieccy fizycy, jednocześnie „zaprosili” część niemieckich badaczy do Związku Radzieckiego „proponując” im pracę nad radziecką bombą.
Całkiem niedawno, bo w 1994 jeden z pracowników zakładu w Dalhem chemik Rudolf Gelmer przeprowadził swoje „badania” i zaczął głosić publicznie pogląd, że cyklon B wynaleziony przez zespół uczonych pod kierunkiem Fritza Habera, nie był środkiem, przy pomocy którego można było mordować ludzi. Instytut odciął się całkowicie od jego poglądów, a niemiecki sąd skazał chemika na 14 miesięcy więzienia.
Instytut istnieje w Berlinie do dziś i nosi nazwę Instytut Fritza Habera Towarzystwa Maxa Plancka (Fritz-Haber-Institut Max-Planck-Gesellschaft), mieszcząc się podobnie jak wcześniej w dzielnicy Dahlem.
Grzegorz Wojciechowski


Komentarze
Cesarski Instytut Fritza Habera — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>