Eksperyment z 1,7 milionem sierot. Opowieści o adaptacji do życia po II wojnie światowej
Dwudziestu losowo wybranym osobom zadałem pytanie, ile dziecięcych sierot mogło znaleźć się po wojnie w granicach Polski? Wyobraźcie sobie, że nikt nie potrafił podać prawdziwych wiarygodnych danych. Dopiero pani profesor Bernadetta Darska z UWM po niemal 75 latach od czasu zamknięcia eksperymentu wychowania nowej młodzieży w „duchu socjalistycznym” ustaliła: „Tych sierot było 1 milion 700 tysięcy”. Opowiedziała o tym w książce zatytułowanej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowiek”, Wydawnictwo „Iskry”.
Do Polski z różnych przytułków Związku Radzieckiego przywożono tysiące sierot z polskim pochodzeniem. Takim najbardziej znanym miejscem pobytu naszych osieroconych dzieci była Monetna koło Swierdłowska na Uralu, gdzie ciągle chwalono Stalina i robiono wystawki związane z życiem Lenina. „Popularny” był Dom Dziecka w Altbasarze w obwodzie Akmolińskim, podobne do poprzednich nędzne ośrodki istniały w Stawropolu, Krasnodarsku, Zagorsku, Samarkandzie oraz w kilku miejscowościach Kazachstanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu. W ośrodku w Stalinbadzie, nomen omen, „w całym morzu cierpień i udręk, które odbierały siły do życia i mieszały rozum, żyć się nie chciało”.
W Polsce w nowych granicach miejscem gotowym do przyjęcia sierot okazał się Bartenstein z dawnymi świetnie zorganizowanymi koszarami feldmarszałka Ludendorffa. Zatem do Bartoszyc przywożono wygłodzone i niedomyte dzieci z całej dawnej Polski. I nie tylko. Fakt, iż tu znalazły nową ziemię obiecaną. Katalizatorem tego miejsca zamieszkania była niezwykła Aleksandra Kostecka-Kordecka, która eksperymentalnie najpierw organizuje w byłych koszarach wakacje dla tysiąca osieroconych dzieci z Warszawy, a następnie poprzez Zarząd Główny Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci angażuje dwustu robotników do przysposobienia owych koszar dla pierwszych trzech tysięcy dzieci. Wieloletni dyrektor placówki Józef Małecki przypomniał, iż za zgodą Komendantury Radzieckiej ściągnięto na przykład spod Królewca tony różnego sprzętu do wyposażenia ośrodka, a przede wszystkim kotłowni.
Siedzibę w Bartoszycach nazwano Centralnym Ośrodkiem Wychowawczo-Szkoleniowym im. Janusza Korczaka. Wizytujący COW-S mówili o koszarach z „archipelagiem ludzi odzyskanych” (Igor Newerly) … zadziwiających bielą ścian, z niezwykłym rozmachem zabudowy wplecionym w pachnący mazurski las, nie przecież w gołoborza radzieckie. Pracownikami COW-S W Bartoszycach byli repatrianci z Wilna, zza Buga, reemigranci z Francji. Wychowanie i nauczanie było „wielotorowe”, jak wspominał Aleksander Lewin z Instytutu Pedagogiki. Oczywiście był Korczak, ale również Makarenko. Dzieciom kazano zwracać się do wychowawców „towarzyszu”, „towarzyszko”. Przypominano czasem propagandowy manifest Erenburga adresowany do sowieckich żołnierzy: „Nie licz dni, nie licz kilometrów. Licz tylko zabitych przez siebie Niemców – o to woła twoja rosyjska ziemia. Nie wahaj się. Nie ustawaj. Zabijaj”. A przecież w Bartoszycach były także osierocone dzieci niemieckie, które uczono mówić i czytać po polsku. Czasami ojciec lub matka byli zaginieni, nie odnaleźli się po wojnie, bywało, że porzucali dzieci. Wielu wychowanków było opóźnionych i chociaż urodzili się wcześniej, kwalifikowano ich do młodszych klas celem nadrobienia różnic w rozwoju i edukacji. Także bardzo często kwalifikowano ich jako Niemców na podstawie noszonych imion Helga, Hilda, Imgarda, Lotta, Siegfried, Wolfgang, Kurt, Hans. Gdy po te i inne dzieci pojawili się po czasie chętni ich adopcji rodzice zastępczy, wychowankowie w Bartoszycach uciekali do lasu. Woleliby być razem z innymi, niż pojechać w kolejne nieznane.
Poza nauką i pracą uczącą różnych zawodów były organizowane wycieczki i spotkania z pisarzami (Sandauer, Bryll, Dąbrowska, Wańkowicz, Fiedler) i politykami (Cyrankiewicz, Berman). Czasem młodzieży pośpiewali Fogg, Ćwiklińska, Koterbska. COW-S oficjalnie skończył działalność w 1951 roku. W kompleksie 24 dawnych koszar dalej kwitło szkolnictwo zawodowe i średnie oraz prowadzono działalność kulturalną.
Wychowanie i edukację pozostałych setek tysięcy powojennych sierot, na przykład po powstaniu warszawskim, czy dzieci urodzonych po gwałtach żołnierzy radzieckich prowadzono w setkach szpitali i kurortów m.in. w Karpaczu, Szklarskiej Porębie, Dusznikach, Polanicy, Długopolu, Lądku. Próbowano z większym lub mniejszym skutkiem wychować nowych ludzi.
Engelbert Miś




Komentarze
Eksperyment z 1,7 milionem sierot. Opowieści o adaptacji do życia po II wojnie światowej — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>