Wolińska i Brus – dwa stygmaty z samego zagłębia komunizmu
Z setek poważnych biografii zgłębionych w moim życiu ośmiusetstronicowa książka zatytułowana „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus” Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz – z bardzo starannie dobranymi przypisami – jest dziełem, które będzie leżeć u mego wezgłowia, aby móc sobie i gościom mojego domu co jakiś czas przypominać, w jakich warunkach i gdzie rodził się w Polsce komunizm.
Mój dziadek, śp. pamięci Piotr, co jakiś czas powtarzał: – Komunizm polski mógł urodzić się i egzystować tylko wśród biedoty. Dodawał, że owi biedni i gnębieni przez mocodawców ludzie byli na ogół analfabetami, którymi łatwo było sterować. Oczywiście wśród nich znaleźli się również tacy, którzy wyłamali się z tego schematu. Zatem czy Szanowni Czytelnicy wiedzą, gdzie narodzili się Bierut, Minc, Jóźwiak, Berman, Cyrankiewicz – twórcy komunistycznego zjednoczenia w grudniu 1948 roku Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej. Autorka biografii przypomniała nam: Bolesław Bierut urodził się w Rurach Jezuickich (to obecnie Lublin), Hilary Minc w Kazimierzu Dolnym, Franciszek Jóźwiak w Hucie Baranowskiej k. Puław. Tylko Jakub Berman urodził się w Warszawie. No i żelazny Józef Cyrankiewicz w Tarnowie, czyli też na terenie Galicji. Ale pozostał jeszcze Wladyslaw Gomułka urodzony w Brzegach Franciszkańskich k. Krosna, który wszak nie uczestniczył w Kongresie Zjednoczeniowym, za to później odpowiednio odegrał się na towarzyszach. Czyli, powtórzmy, niemal wszyscy teoretycy i praktycy rodzimego komunizmu mają rodowody w przedwojennej Galicji.
Wróćmy do głównych bohaterów,
Wolińskiej i Brusa z ich żydowskim pochodzeniem. Prokuratorka została symbolem stalinowskich zbrodni w Polsce i inspiracją postaci jednej z bohaterek oskarowej Idy. Natomiast genialny ekonomista (wmawiano nam to na studiach!) wyklęty został przez Gomułkę w marcu 1968 roku razem z Baumanem i Kołakowskim. Wolińską i Brusa przez długie życie łączyła wielka miłość, ale i dramaty i później jeszcze raz miłość, która wielokrotnie także ich rozdzielała. Pierwsze zauroczenie nastąpiło we wczesnej młodości pomiędzy Fajgą (Felicją) Danielak, której rodzice przybyli ze sztetla z Radzymina Podlaskiego do Warszawy, i Beniaminem (Benem) Zylbergiem urodzonym w Płocku, także osiadłym w stolicy. Danielak szybko dojrzewała. Jako siedemnastolatka została członkinią Rewolucyjnego Związku Niezamożnej Młodzieży Szkolnej. Podczas wieczorków artystycznych recytowała poezję Broniewskiego, Wata, Majakowskiego. Śpiewała Międzynarodówkę. Ben w wieku 16 lat przeczytał „Manifest komunistyczny”. Udało mu się dostać do Wolnej Wszechnicy na ekonomię, jej na prawo uniwersyteckie. Ścigało ich numerus nullus czyli hasło, żeby Żydów usuwać z uczelni. Okupanci w pierwszych dniach września 1939 „Nie wiedzieli, kto jest Żydem. Ale nawet dziesięcioletnie dziecko mogło pokazać cię palcem” zanotował Beniamin Zylberg.
Uciekali przez Białystok do Lwowa,
w którym tamtejsi komuniści patrzyli na nich dość podejrzliwie. Mieli przecież swoich Żydów. Felicja Danielak próbowała dostać się na prawo, jego zaakceptowała Akademia Handlu Zagranicznego. Wcześniejsze kopanie rowów przed wejściem Niemców do Lwowa ułatwiło obojgu wstąpienie do komunistycznej partii. Zylberg jednak uciekł z miasta mimo, że Danielak nosiła w łonie jego dziecko. Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz pisze: „Ze Związkiem Walki Wyzwoleńczej było tak: Polscy komuniści weszli w wojnę z nożem w plecach. Cios zadał sam towarzysz Stalin…”. Nasi „stygmaci” nie zostali wprawdzie zamordowani przez generalissimusa, jak Bierut w 1956 roku, ale nie wiedzieli, w jakich okolicznościach mogą kończyć swoje życie. Wrócić do okupacyjnej Warszawy i znaleźć się w getcie? Ojca i matkę Felicji zamordowano już podczas pierwszej akcji likwidacyjnej w lipcu. Uciekła do Żydów do Międzyrzecza, następnie do Treblinki.
Ben uciekł nad Wołgę.
„Tęsknił do żony targany wyrzutami sumienia, że zostawił samą Fajgę we Lwowie, żył w „półhalucynacji” między jawą a sennymi wspomnieniami z Warszawy”. Wspomina: „Tutaj marksizm przekształcono w katechizm, ludzie radzieccy chłonęli go jak picie tranu”. Tymczasem Fajga w Warszawie pod pseudonimem „Lena” wstępuje do Gwardii Ludowej. Spotyka się z Nowotką, Finderem, Fornalską, Małojcem, mieszka z gen. Franciszkiem Jóźwiakiem, drugim kochankiem w jej życiu. Przez kolejne rozdziały książki przewijają się nazwiska i fakty, z których mógłby powstać nie jeden film. Podziemie AK wysadza jeden niemiecki pociąg jadący na front, Gwardia Ludowa drugi i niemal jednocześnie jej członkowie okradają bank niemiecki. Podziemie ma pieniądze na najpotrzebniejsze potrzeby. Zwycięstwo Armii Czerwonej pod Stalingradem budzi nadzieję Bena, że ZSRS będzie w stanie pokonać III Rzeszę. Może iść na front, chociaż ma w Saratowie dobrą pracę oraz najważniejsze, wikt.
„Wznieśmy serce, rodacy!”
To tytuł pierwszego numeru dziennika „Rzeczpospolita” z 23 lipca 1944 roku. W Warszawie powstanie, a w miejscowości Świder pod Otwockiem stukanie kolbą. – To ja Ignac, otwórzcie. Bierut podszedł do drzwi. Stał przed nim trzydziestoletni Ignacy Loga-Sowiński, gwardzista i członek KC PPR. „Tomasz” tj. Bierut wpuścił gościa do środka. „Franek” Jóźwiak podniósł się z łóżka. Lena została pod kołdrą. Zza pazuchy Loga wyjął pół litra wódki i konserwy. – Jeśli tylko prezydent Polski Ludowej zaakceptuje taki poczęstunek – powiedział eufemistycznie. Bolesław Bierut był na razie jedynie przewodniczącym Krajowej Rady Narodowej, która ukonstytuowała się w noc sylwestrową 1943 roku, wiosną 1944 przebiła się po błogosławieństwo do Moskwy. W czerwcu wzięła udział w powołaniu PKWN z przybyłym z Warszawy socjalistą Edwardem Osóbką-Morawskim. „Była to intryga grubymi nićmi szyta, choć było wiadomo, iż o obsadzeniu stanowisk w PKWN decydował Stalin” – skomentowała autorka. Estymą dyktatora Józefa cieszyli się Wanda Wasilewska i Jakub Berman. 22 lipca w Chełmie ogłoszono Manifest, a 2 sierpnia PKWN przeniósł się do Lublina. W Lublinie prężnie działał również Władysław Gomułka, doprowadził do powołania 5 sierpnia Komitetu Centralnego PPR.
Bierut i Gomułka spali w jednym pokoju na podłodze.
Nawet sienników nie mieli. „Zostałem kiedyś wezwany w jakiejś sprawie przez tow. Bieruta. Przychodzę, a oni śpią na podłodze, jeden koło drugiego, a pod głowami zamiast poduszki jakieś węzełki – zupełnie jak w kryminale” – opowiadał jeden z wojskowych. Już jesienią, tam gdzie się dało, otwarto szkoły powszechne i średnie. W przeciwieństwie do II RP i mimo sprzeciwów Stalina nowe władze zdecydowały, iż edukacja będzie w pełni bezpłatna. NKWD robiło jednak swoje. W pierwszych tygodniach Ludowej i Demokratycznej wysłano do łagrów kilkuset podejrzanych wojskowych i działaczy nie tylko Armii Krajowej. Kwiatkowska-Moskalewicz pisze: „W kadłubkowej Polsce Lubelskiej w niespotykanej dotychczas skali skupiły się przedwojenne i wojenne jeszcze konflikty.
Leny i Bena żywota ciąg dalszy.
„Bimber można zrobić nawet z drewna” – twierdziła Lena. Pamiętam, jeden z moich kolegów redakcyjnych potrafił pędzić bimber z impregnowanych mebli. Za bimber można było kupić wszystko: benzynę i pędzoną dla Ruskich z Ziem Uzyskanych, trzodę. Pieniędzmi były drożdże. Przewodniczący PKWN Edward Osóbką-Morawski stwierdził na posiedzeniu biura: „Nie mając wydrukowanej własnej waluty rząd musi posługiwać się drożdżami dla zaspokojenia pilnych naszych potrzeb”. Generał ojców Paulinów Jerzy Tomzinski pokazał mi wpis Osóbki-Morawskiego w księdze specjalnej Jasnej Góry: „Prosimy o mszę za pomyślność Polski Ludowej. Nie mając pieniędzy oszklimy zamiast ofiary wszystkie okna zniszczonych kaplic narodowego sanktuarium”.
Gdy Ben walczył z górą, Lena (już w stopniu kapitana) miała na głowie szybko rozrastającą się Komendę Główną. Przyszły ideolog komuny nagle pojawił się w Lublinie w stopniu zaledwie szeregowego. W dokumencie tożsamościowym nie było śladu o rozwodzie, zatem oficjalnie był kawalerem. W marcu 1945 roku za staraniem Leny został przyjęty do PPR, a w czerwcu ze Srebrnym Krzyżem Zasługi został porucznikiem. Od 23 października 1946 Beniamin Zelberberg został Włodzimierzem Brusem. Felicja dawno już była Heleną Wolińską. Liwa Szoken stała się Zofią Gomułkową. Nawiasem towarzysze żydowscy, zdaniem autorki, byli pod specjalną ochroną. Za Żydów uważano Bolesława Bieruta i generała Mariana Spychalskiego. Powtarzano jak mantrę, że Żydzi opanowali UB, MO, partię i rząd, by mścić się na Polakach. Gdy pisałem pracę magisterską, kierownik pierwszego po wojnie Studium Dziennikarskiego Bolesław Mrówczyński wbijał mi do głowy: „Żydzi po wojnie opanowali całą kulturę”.
Od 3 razy „tak” do zbrodni całego systemu komunistycznego
Napisałem we wstępie, iż dzieło dr Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz powinien czytać każdy świadomy obywatel, który niewiele wie o historii komunizmu w Polsce, w wyniku czego popełniono niezliczoną ilość krzywd, wręcz tysiące wykonano wyroków śmierci na niewinnych. Nigdy nie dowiemy się, ile osób skazała na śmierć sama Wolińska. Próbowało tu ustalić wielu badaczy, np. Norman Davies. Wszyscy wspominają skazanego gen. Fieldorfa, ale rzadko kto mówi o zemście na Bolesławie Piaseckim, któremu zamordowano syna Bohdana.


Komentarze
Wolińska i Brus – dwa stygmaty z samego zagłębia komunizmu — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>