Halina LITWINIEC – gra na dwa takty
Pełna spokoju oraz gracji, znająca swoją wartość „perły w koronie” – zapala cygaretkę i patrząc mi w oczy opowiada dotąd mało znane fragmenty swojego życia.
„Nic nie mogę zmienić, dopowiedzieć, o wielu już mówiłam… szczęście przeznaczenia, czy szczęście wyboru, sama już nie wiem”.
Niektórzy by powiedzieli, to „dama na Mogadorze ”, takim był Kalambur w całej swej okazałości, a Ona silna i zarządzająca, pełna twórczej weny i fascynacji.
To opinia ludzi z zewnątrz, ludzi niewtajemniczonych w codzienność duetu Halina i Boguś. Ale zacznijmy od początku.
Pochodzi z Zagłębia. Jej rodzice poznali smak prawdziwej miłości. Była i pozostała jedynaczką. Ojciec namalował obraz ukochanej żony i jeszcze nienarodzonej córeczki. Widział ją w swoich snach. Ta unikatowa pamiątka rodzinna zdobi dziś jedną ze ścian w jej salonie.
Edward Woźniczka przedwojenny adwokat prowadził własną kancelarię prawniczą, znał siedem języków obcych i był utalentowany artystycznie. W czasie drugiej wojny światowej otarł się o Armię Krajową, został aresztowany i rozstrzelany w Oświęcimiu. Halinka miała wtedy siedem miesięcy. Natalia, jej Mama z domu Kijańska do końca pozostała mu wierna, nigdy inny mężczyzna nie zagościł w jej sercu. Samotnej Natalii z dzieckiem pomógł rodzony brat. Opuściła Zagłębie i zamieszkała w Opolu, gdzie po wojennym koszmarze rodzina Kijańskich budowała na nowo swój życiorys.
Brat Jerzy – uzdolniony artystycznie, był aktorem grającym w filmach i pięknie malował, Helena Dziedzicka – Kijańska hrabianka z Częstochowy, babcia Halinki będąc przy swoich dorosłych już dzieciach przestrzegała przedwojennego obyczaju i polskiej tradycji. W 1947 roku przyszedł na świat syn Jerzego – Tadeusz dziedzicząc rodzinne, artystyczne DNA, dziś jest reżyserem filmowym i pisarzem (twórcą wielu książek o przyrodzie) i jest jednocześnie malarzem. Ma wspaniałe swoje zbiory, a jego obrazy zdobią ściany znanych postaci ze świata artystycznego.
Pani Natalia pracowała w Opolskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym, miała przedwojenną maturę, która liczyła się nie tylko w świecie polskiej inteligencji. Była urzędniczką. Halinka, już Halina chodziła do szkoły podstawowej i tam poznała Urszulę Grabowską (dziś po mężu Olesińską). Zaprzyjaźniły się, garnęły do nauki, przepadały za literaturą oraz poezją i szybko recytując na pamięć przyswajały ich treści. Liczyły się emocje w odtwarzaniu realiów zapisanych w słowach. Halina, będąc uczennicą podstawówki lubiła przychodzić do domu koleżanki, lubiła jej Tatę „ niejednokrotnie zastępował mi Ojca, którego nie znałam, sprawiał, że czułam się bezpiecznie”. Przyjaciółki stały się uczennicami XI Liceum Ogólnokształcącego w Opolu.
Poloniści Państwo Cięcielowie szybko wyłowili te uzdolnione uczennice i jako reprezentantki kółek recytatorskich stały się dyżurnymi w aktorskich wystąpieniach podczas szkolnych uroczystości. Także egzamin maturalny dla obu uczennic Dziady – Mickiewicza był nie lada popisem ich wyjątkowych uzdolnień. Duma rozpierała Państwa Cięcielów i właśnie za ich namową obie zdecydowały się przystąpić do egzaminów wstępnych do Szkoły Teatralnej w Krakowie. Ale tutaj szczęście zawiodło. Urszula odpadła po pierwszej turze, Halina po trzeciej. „Wówczas do szkoły dostała się m. in. Ewa Krzyżewska. Dla mnie, jednak scena i pełna widownia to głód radości, bycia właśnie w tym miejscu i przekazywanie uczuć, stało się motorem mojego celu, mojej drogi, od której nie było dla mnie wtedy już odwrotu” – takimi słowami charakteryzuje swój wybór Halina Litwiniec -.
I wspólna z Urszulą decyzja. Studia na wydziale polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. „Zmarła wówczas moja Mama, zostałam sama i miałam siedemnaście lat”. A kiedy się ma siedemnaście lat, wiedza każdego z nas dotycząca kierunków dróg życiowych jest znikoma, zaś pragnienie realizacji swoich pasji nie każdemu jest dane.
Halina Litwiniec osiągnęła wiele w dziedzinach pięknej sztuki aktorskiej i maksimum w roli towarzyszki życia, a właśnie zaczynała swoją wędrówkę mając te siedemnaście lat.
Koleżanki zamieszkały w domu akademickim Urszulka przy Placu Nankiera, akademiku przynależnym do Uniwersytetu Wrocławskiego. Tak się złożyło, że pisząca te słowa również była mieszkanką tegoż domu akademickiego, lecz ponad dekadę później. Regulaminy i przepisy odwiedzin przez lata nie uległy zmianie i tzw. waletowanie zwłaszcza kolegów było na porządku dziennym. Młodość ma swoje prawa, bez względu na pokolenie, zmieniają się tylko formy przyjaźni i miłości, a pasje łącznie z nauką są realizowane ciągle. „Łza mi się w oku kręci, kiedy przechodzę ulicą Nankiera, oczy zwrócone są zawsze w kierunku malutkich okienek – mansardy Urszulki, gdzie był malutki mój pokój…” – stwierdza Pani Halina -. Z Urszulą przyjaźnimy się prawie 72 lata. To ewenement, nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe – tak mówi dzisiaj mój syn Michał. Dzwonimy do siebie dwa razy w tygodniu, Urszula ma nadal doskonałą pamięć i opowiadamy sobie zawsze, jak to kiedyś bywało. Radzimy, wymieniamy informacje, te od serca. Ona mnie doskonale rozumie, nastał czas przemijania”.
Był rok 1961, Pałacyk we Wrocławiu jest miejscem awangardy studenckiej, tu funkcjonuje z 60 miejscami Klub Pod Edulem kierowany przez Bogusława Litwińca i tu Henry Gała – poeta i dramatopisarz realizuje dwa programy o Pablu Nerudzie. Bierze w nich udział Halina. Jest przegląd teatrów studenckich i sztuka o Nerudzie zostaje zauważona. „O Bogusiu mówiło się, że wiele koleżanek wzdycha do niego i że posiada wiele wielbicielek. On zaś powtarzał, spodoba mi się ta dziewczyna, która będzie miała dobry nos. Kpił sobie w ten sposób z kompleksów, dużego, orlego nosa”.
Pan Bogusław zauważa nieśmiałą studentkę polonistyki, jest dużo od niego młodsza, prawie 11 lat. Zaprasza ją na lampkę wina, przewozi srebrnym skuterem Vespa i zaczyna poważnie się nią interesować. Posiada pokój przy Włodkowica 5, jako adiunkt wydziału fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego (na drugim piętrze, bez toalety). Ich serca biją ku sobie coraz mocniej i tam właśnie Pani Halina staje się kobietą … staje się zakochaną w Bogusławie Litwińcu nie tylko jego narzeczoną, ale i partnerką w realizacji pasji życia, jakim dla obojga staje się Studencki Teatr „Kalambur”. Pani Halina broni pracę magisterską pod kierunkiem naukowym prof. Bogdana Zakrzewskiego, który przewrotnie wybiera dla niej tytuł „Twórczość dramatyczna Dominika Magnuszewskiego”.
I ślub Haliny i Bogusława. „Przyjechała moja Babcia, hrabianka z Częstochowy, Helena Dziedzicka – Kijańska i zatrzymała się przy Włodkowica 5, u Bogusia. Ja już w tym czasie u niego pomieszkiwałam, do akademika prawie nie chodziłam. I Babcia na krześle zobaczyła moją apaszkę. O, to Halinki powiedziała. Na to Boguś bystrzak, tak była tutaj na chwilę i widocznie zostawiła, nie zauważyłem. Chodziło nam wtedy o utrzymanie pozorów. Takie to były czasy i jeszcze nie tak dawno bycie razem przed ślubem kwalifikowano za niemoralne, a bliskość dwojga miała się dopełnić dopiero w małżeństwie”.
Sakramentalne tak Halina i Bogusław wypowiadają w Urzędzie Stanu Cywilnego, zaś ślub odbył się w Pałacyku Klubie piwnicy Pod Edulem. Licznie przybyli Kalamburowcy, przyjaciele Krysia Szeremkowska (pierwsza żona Kazimierza Kutza) i Edward Lubaszenko (z ówczesną żoną Asią Łamtuginą). Rozpoczynają piękną, pełną wzlotów i sukcesów na skalę międzynarodową, w państwie „zza żelaznej kurtyny”, prezentację studenckiej sztuki teatralnej. Są rozpoznawani i podziwiani, oklaskiwani oraz wyróżniani w stolicach Zachodniej i Wschodniej Europy, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Po wielkim boomie rewolucji kulturalnej młodzieży lat 60-tych XX wieku Teatr Kalambur we Wrocławiu staje się wizytówką Polski. Pani Halina w 1965 roku uzyskuje dyplom aktorki estradowej, występuje w sztukach na podstawie twórczości Urszuli Kozioł i za te role otrzymuje nagrody. Pracuje także jako polonistka i prowadzi teatr szkolny.
„Kiedy zaszłam w ciążę Bogus zwariował. Tak zwariował! Ma być syn, nie może być inaczej. I urodził się Michał. Intuicja i przeznaczenie. Szczęście narodzin, jednak pomimo nadzoru doświadczonych lekarzy poród trwał ponad pięćdziesiąt godzin. Boguś pragnął mieć jeszcze dziewczynkę, lecz nie zdecydowałam się na następną ciążę, nie mogłam ryzykować. I nastał dla mnie czas bycia matką, żoną oraz aktorką w teatrze prowadzonym przez męża. Mieszkaliśmy już przy ulicy Widok na czwartym piętrze, następnie dzięki dyrektorowi spółdzielni mieszkaniowej, który zlitował się nad nami przy Drukarskiej na drugim. Mieszkanie niewielkie, gdzie po wydarzeniach w Kalamburze bractwo lądowało u nas w domu. Mały Michał do wszystkich mówił Ciociu”.
Pani Halina stanowiła, jako ta stojąca u boku męża, ważne ogniwo istnienia rodziny Litwińców. Teść był leśnikiem, miała z nim wspaniały kontakt. A Teściowa, jak to Teściowa bardzo kochała swojego syna Bogusia, wybaczała mu wszystko i tę bezgraniczną miłość przelewała także na małego Michała. Wynosiła za niego śmieci. „Ta czynność należała do mojego syna – opowiada Pani Halina – nawet, gdy kosz był do połowy zapełniony, wyręczała go w tej czynności wiedząc, że przyjdę i będę Michała pytać, wyniosłeś śmieci? Opiekowałam się moją Teściową, kiedy już była chora – do końca…”
Kawiarnia „Pod Kalamburem” to dzieło Pani Haliny od samego początku, to pierwsza liga, kategoria S nie tylko w sferze duchowej. W dobrym tonie należało być w Kalamburze i znać Panią Halinę osobiście. Znani wpadali tutaj na pogawędkę i zawsze można było tam spotkać postaci z pierwszych stron gazet. Kawa była mocna i znakomita. To zasługa gospodyni, która, jako pierwsza we Wrocławiu serwowała gulasz z soi. Sama w towarzystwie warszawskich gości z redaktor naczelną Twojego Stylu Krystyną Kaszubą degustowałam tę potrawę. W tym czasie, czasie buntu mojego pokolenia, którego zakończyły obrady Okrągłego Stołu i przyniosły nową rzeczywistość III Rzeczypospolitej Polskiej, powstała w Kalamburze w reżyserii Haliny i Wojciecha Dzieduszyckich śpiewogra „A kto z nami trzyma sztamy – czyli piosenki lwowskiej ulicy”. Halina Litwiniec była prowadzącą program i wykonawczynią sześcioosobowego zespołu. Kresowiacy tę śpiewogrę oklaskiwali ze łzami w oczach.
Państwo Halina i Bogusław Litwińcowie, głównie Bogusław osiągnął znacznie więcej niż przewidywał na początku swojej kariery artystyczno-menadżerskiej. Będąc już w pełni dojrzałym zasilił szeregi lewicowych polityków w parlamentach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i Zjednoczonej Europy. Wiedział prawie wszystko o polskiej kulturze ostatniego półwiecza. Zasłynął także ze swojego nieugiętego charakteru i uporu.
„ Mama zawsze gasiła pożary, które on rozniecał” – tak o Rodzicach mówi dziś ich syn Michał. „W ostatnim roku życia był już spokojny, nie było pożarów. Jest zawsze przy mnie, tak czuję. A nasze pragnienie, aby miejsce przy Kuźniczej 29 A, dziś Art Cafe Kalambur dalej niosło pasje młodych, aby nasz syn Michał mógł w pełni realizować idee pierwszych wyborów: pierwszych wernisaży, pierwszych publikacji tomików poezji i wydawnictw literackich, pierwszych ról teatralnych. To tyle i aż tyle. Tak bardzo chciałabym…”.
Życzę, aby spełniło się Pani pragnienie, dziękuję za spotkanie
Aleksandra Dankowiakowska – Korman
październik 2026 r


Komentarze
Halina LITWINIEC – gra na dwa takty — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>