Jan Żdziarski – redaktor z rajdu przez życie
Nie pamiętam, kiedy go poznałem, wiem tylko w jakich okolicznościach. W kawiarni dziennikarskiej przy ulicy Foksal w Warszawie plotkowałem ze swoim kolegą Zdzichem z Redakcji „itd”. Jasiu Żdziarski nie mógł znaleźć wolnego stolika, więc dosiadł do naszego z brodatym Andrzejem Jaroszewiczem. Tak, tak z synem premiera Jaroszewicza. Wyszło na to, że z Janem Żdziarskim pracujemy od niedawna w jednej redakcji, on jest fotoreporterem, ja dziennikarzem działu krajowego „Słowa Powszechnego” mającego wtedy sobotnio-niedzielny nakład w wysokości 130 tysięcy egzemplarzy.
Żona Żdziarskiego, Janina, nawiązała do tego wątku w rozmowie po niedawnej śmierci Jasia, ja natomiast z półki zdjąłem jego ostatnią książkę zatytułowaną „Rajd przez życie”. Śp. Jasiu napisał: „Żył krótko, ale pięknie” – usłyszałem o jednym z moich znajomych podczas pogrzebowej stypy i uświadomiłem sobie, iż też żyłem pięknie… „Miałem ogromne szczęście być blisko niezwykłych ludzi. Jako jeden z niewielu w tamtych czasach mogłem poznać praktycznie cały świat, towarzysząc jednemu z najlepszych polskich sportowców, Sobiesławowi Zasadzie, a później relacjonując podróże zagraniczne Jana Pawła II. Wydarzenie goniło wydarzenie, sensacja goniła sensację – często wobec ich natłoku nie sposób było spojrzeć na wszystko z dystansu. Sądzę, że już przyszedł na to czas. Mogę spokojnie zerknąć za siebie, wspomnieć to, co było najciekawsze w moim dość długim życiu, zatrzymać się przy wielu wspaniałych osobach i kreśląc parę słów, i przechować, oby jak najdłużej, to w pamięci”.
Sobiesław Zasada liczy dziś 96 wiosen i wciąż jeździ autem trzykrotny rajdowy mistrz Europy. Przez Jasia poznałem znakomitego kierowcę po powrocie z rajdu Gran Premio Argentino. Redaktor Zdziarski z wypożyczonego od Polonii helikoptera obserwował zmieniającą się co jakiś czas trasę w pampie i z telefonu przekazywał te zmiany do Mariana Bienia, pilota Zasady. Do największych przeżyć zaliczył Żdziarski rajd Londyn – Sydney w 1977 roku, gdzie był nie tylko sprawozdawcą, ale również serwisantem pomagającym wymieniać opony, dolewać szybko paliwo itd. Trasa rajdowa prowadziła z Anglii przez Holandię, RFN, Francję, Włochy, Jugosławię, Grecję, Turcję, Irak, Afganistan, Pakistan, Indie, Malezję, Singapur i wreszcie Australia. Niemal wszędzie rajdowcy spotykali na wertepach rajdowych Polaków.
Inne zupełnie przygody miał towarzysząc w pielgrzymkach po świecie Jana Pawła II. W Teksasie Ojca Świętego powitał śląską gwarą prałat Henry Moczygemba, mówiąc: – Kochany Ojcze Świynty! Joł je Henry Moczygemba, czworty ksiądz z rodziny Moczygembów w Teksasie. Pierwszym boł Ojciec Leopold, franciszkanin, patriarcha Polonii amerykańskiej. Mój wujek Tomasz boł pierwszym urodzonym i wyświęconym księdzem w Teksasie. Boł jescy ksiądz Leo. Łoni juz pomarli, joł ino łostoł…. W Brazylii podczas wizyty kardynała Józefa Glempa redaktor Żdziarski rozmawia z Mieczysławem Lepeckim, adiutantem Józefa Piłsudskiego. Dłużej gościł w byłej posiadłości inżyniera Edmunda Sebastiana Wosia-Saporskiego w Kurytybie, wuja ze strony śp. Mojej Matki Anieli Woś z Starych Siołkowic. Edmund Sebastian wytyczał tereny dla Polonusów, zbudował linie kolejowe w górach, miał swoje gazety i towarzystwa np. Kościuszki. Cesarz Don Pedro II zlecił posłowi federalnemu Wosiowi-Saporskiemu spisanie preambuły do ustawy znoszącej niewolnictwo w Brazylii w roku 1888. W historiografii mój krewniak uchodzi za „ojca emigracji polskiej do Brazylii”.
Przez Jasia poznałem cały Milanówek, krainę dzieciństwa redaktora. W okazałym domu przy Podgórnej 38 bywał Adam Michnik, Karol Modzelewski, Melchior Wańkowicz, u którego przed wojną pracował ojciec Jasia, Adam pseudo Ruszczyc, założyciel referatu fotograficznego przy Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Jasiu umożliwił mi rozmowy z Olgierdem Budrewiczem, Anką Kowalską, Wacławem Sadkowskim. „W gazetach PAX-u nie zarabialiśmy tyle, ile koledzy w „Trybunie Ludu” czy wojewódzkich dziennikach partyjnych, ale żyliśmy jak pod kloszem. Ten spokój zapewniała nam polityka Bolesława Piaseckiego, polegająca na obiektywnym zrozumieniu sytuacji, w jakiej znalazła się powojenna Polska. Nie musielibyśmy się kopać z koniem, jak koledzy innych gazet. I niech nikt nie powie, że Piasecki nagle pokochał komunizm – on po prostu realistycznie oceniał sytuację i starał się uratować to, do było do uratowania. Zresztą ciekawie, co wybrałby Giedroyć, gdyby – jak Piasecki – dostał się w łapy NKWD – wolałby rozstrzelanie czy wydawanie „Słowa Powszechnego” oraz książek w PRL?”.
Żegnam Cię Jasiu z Wrocławia, nowego miejsca mego zamieszkania.
Engelbert Miś


Komentarze
Jan Żdziarski – redaktor z rajdu przez życie — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>