Satyryk Andrzej Czyczyło gościem naszej Redakcji: „Com obiecał, to spełniam”
Satyryka los wśród rodaków-ponuraków jest ciężki. Ale z nami, żurnalistami ze „Słowa Polskiego”, Andrzej bawił się znakomicie. Miał o czym opowiadać ten ceniony nie tylko w Polsce karykaturzysta, scenograf i reżyser. Przywędrował do naszej Redakcji na robocze rozmowy o stanie satyry w Polsce z sympatycznych skąd inąd Krapkowic. Nastąpiło tu we Wrocławiu jakby otwarcie nie pisanej umowy o współpracy z naszym „Słowem Polskim”. W miarę wolnego czasu Andrzej Czyczyło raczył nas będzie swoimi karykaturami.
Chociaż jest na emeryturze, wciąż pracuje jako scenograf w opolskim Teatrze Lalek i Aktora im. Alojzego Smółki. A w ogóle tych scenografii do blisko stu widowisk i projektów ma Andrzej Czyczyło w pięćdziesięciu twórczych latach bardzo dużo w wielu miastach Dolnego i Górnego Śląska, w Lublinie, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi, Warszawie. Współpracował w swojej karierze z Jerzym Antczakiem, Jadwigą Barańską, Andrzejem Wajdą, Kingą Preis, Franciszkiem Pieczką, Urszulą Kozioł, Krystianem Kobyłką, Andrzejem Czerniakiem, Grzegorzem Kwiecińskim, Włodzimierzem Fałenczakiem.
Jak czytamy w wydawnictwie związanym z wystawą z okazji 50-lecia pracy twórczej: „W perspektywie pięciu dekad zadziwia trwałość jego języka: rozpoznawalna, „zwięzła” kreska i dyscyplina skrótu połączone z konsekwentnym myśleniem o rysunku jako komentarzu – raz krotochwilnym, raz boleśnie celowym, nierzadko jednocześnie. Autor sam podkreśla, że woli określenie „rysunek publicystyczny” zamiast pojęcia „rysunek satyryczny”, akcentując ulotność aktualiów, w zarazem możliwość powrotu do rysunków, które po latach wciąż są aktualne. Na czoło wysuwa się zatem nie tylko dowcip sytuacyjny, lecz także mechanika myśli, kondensacja zjawiska społecznego do rzeczywistości, do gestu, do koncyliarnego dialogu, może niekiedy do milczenia. Kreska Czyczyły jest zapisem jego ukrytej dla obserwatora energii i auto decyzji, ogromnej pozornie dynamiki w istocie przecież kontrolowanej, opartej na syntezie i skrótach myślowych”.
Gdy przejrzymy w Internecie tysiące „kresek” autora, od pierwszych publikowanych w „Szpilkach” (debiut w 1976 r.), do czasów bardziej współczesnych zamieszczanych w Stambule, Montrealu, Tokio, ale także w Olsztynie, Opolu, Wrocławiu, widać, że kompozycje Andrzeja rzadko są czysto „pejzażowe”, a częściej sytuacyjne. Dominują wnętrza – łóżko, drzwi, biurko, niekiedy tron (no, na przykład naszego albo innego prezydenta), rekwizyty przypominające kadry: ktoś jeden mówi, ktoś słucha, ktoś ogłasza, ktoś dekretuje, jeszcze ktoś sprawdza. Cała lawina autorytetów, to zwykłe w zasadzie atrapy, które tylko mieszają ludziom w głowach. Chyba trzeba w tym miejscu nazwać kilka cech rozpoznawczych języka plastycznego kolegi satyryka. Najpierw jest to ciągłe „skalowanie bliskiego i dalszego świata”. Dalej widać pewien społeczny kod archetypów w (pruski hełm, jakieś dziwne peleryny, ubraniowe baśniowe łachy). No i silna, mocna relacja Andrzeja ze światłem, nawet z dźwiękiem, który łączymy na przykład z jakimiś fruwającymi potworkami. – Inaczej muszę zaprojektować scenografię na jakieś małej scenie, na przykład dla szkoły, a zupełnie inaczej dla Hanoweru na Światową Wystawę Expo 2000 – mówi artysta.
Andrzej Czyczyło należy do tego rzadkiego gatunku twórców, którzy nie zabiegają o pierwszy plan, a jednak to właśnie oni wystawiają naszą percepcję na wrażliwość oglądania makro i mikroświata w krzywym zwierciadle. Chwała mu za to.
ENGELBERT MIŚ









Komentarze
Satyryk Andrzej Czyczyło gościem naszej Redakcji: „Com obiecał, to spełniam” — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>